11.06.2013

I’m only a crack In this castle of glass


Autor: Little Lexie


Leonardo „Leo” Coletti

Wiek: 17 lat
Orientacja: biseksualny
Status: W związku
Hobby: rysunek i wszystko co wiąże się ze sztuką
Wygląd: ciemne włosy, układające się „każdy w inną stronę”; cudowny, niewinny uśmiech; czekoladowe tęczówki ukryte za wachlarzem długich, kruczoczarnych i gęstych rzęs; delikatna, alabastrowa cera; 178 cm; szczupłe, gibkie ciało
Styl ubioru: w zależności od humoru; nigdy nic pstrokatego i rzucającego się w oczy
Status: W związku
Smok: Czarny smok czterech żywiołów - Spiro (Natchnienie)




            Sześcioletni chłopiec pędzi z radosnym okrzykiem w kierunku wysokiego, szczupłego mężczyzny o związanych w kucyk lokach. Rozkłada ręce, gotowy wskoczyć w jego objęcia. Jakże raduje się jego serce na widok ojca.
            -Leo! – krzyczy mężczyzna i kuca, aby wziąć chłopca w objęcia. Składa pocałunek na czubku jego głowy, w jakże ojcowskim geście. – Jak ci minął dzień, synku?
            -Wspaniale! Bawiłem się z dziećmi, tato! Było cudownie! – Skacze rozradowany, uśmiechając się od ucha do ucha, po czym ujmuje dłoń ojca i ciągnie ją w kierunku ich obskurnego mieszkania. – Chodźmy!
            Kiedy tylko drzwi mieszkania zamykają się za nimi, mężczyzna oddycha z ulgą, świadom, że kolejny dzień w mieście minął bez żadnych niepokojących sytuacji.
            -Byliśmy nad rzeką, tato, zebrałem kwiaty do mieszkania, ślicznie wyglądają, nieprawdaż? –  oznajmia Leo, a on czuje nagły przypływ złych emocji.
            -Co ja ci mówiłem, Leonardo Di Carlo?! Nie wolno ci tam chodzić. Wiesz, że w Balie może nagle znaleźć się ktoś niepożądany! Wiesz?! – wybucha, a chłopiec kuli się.
            Myślał, że kwiatki załatwią całą sprawę, że ojciec nie będzie się na niego gniewać. Nie chciał zrobić mu przykrości, nie lubił, kiedy był smutny. Jednak nie tym razem. Łzy zasnuwają jego oczy, a on sam nie wie co ma powiedzieć. Tato nigdy nie wyjaśnił dokładnie, dlaczego nie może wybierać się z innymi dziećmi poza granice miasteczka. Mówił tylko, że jeśli do wioski przyjadą „źli” mogą mu go odebrać. Już na zawsze.
            -Tato, przepraszam. Nie gniewaj się. Proszę. Nie chciałem zrobić nic złego.
            Dokładnie trzy lata później Lucas – ojciec Leonardo – zmarł we śnie, zostawiając chłopcu niewielką sumę pieniędzy i list, list w którym wyjaśnił mu wszystko.

Leo,
            Tak bardzo Cię przepraszam. Za wszystko. Wiem, że nigdy nie byłem dobrym ojcem, ale mam nadzieję, że wybaczysz mi to i, że będziesz mnie ciepło wspominał.
            Przepraszam, że Cię okłamywałem.. Nie chciałem, aby Twoje życie opierało się na kłamstwie, ale tak naprawdę, był to fundament całego Twojego istnienia. Mogę teraz wszystko naprostować. Przepraszam, że robię to dopiero teraz.
            Nigdy nie nazywałem się Lucas Di Carlo, używałem tego nazwiska aby nas chronić. Moje prawdziwe imię i nazwisko, brzmi: Benjamin Coletti. Wychowałem się w domku, w górach Iseal, nad urwiskiem. W tej chwili ten dom należy do Ciebie, możesz zamieszkać w nim, jeśli tylko tego pragniesz (Wiem, że nigdy nie lubiłeś odgłosów miasteczka). Moi rodzice, a Twoi dziadkowie byli cudownymi ludźmi, jednakże oboje zmarli jeszcze zanim się urodziłeś. Dlatego dom w górach od siedemnastu lat stoi pusty i gotowy do przyjęcia nowego mieszkańca.
            Pamiętam jak zawsze wyobrażałeś sobie, że Twoja matka była kimś wielkim, że walczyła ze złem, ratowała ludzi z opresji, że pomagała w potrzebie. Marzyłeś o tym, a ja mogę wyznać, że czasami marzenia stają się rzeczywistością.  Twoja matka należała do Piętnastu.
            Poznaliśmy się kiedy mieliśmy osiemnaście lat. Pokochałem ją całym sercem, ona zapewniała mnie, że również żywi do mnie naprawdę prawdziwe uczucia. Wierzyłem jej. Później uciekła, zostawiła mnie samego, mówiąc, że musi pełnić swoje obowiązki rycerskie.
            Wróciła po siedmiu miesiącach, z brzuchem. Została w moim domu aż do rozwiązania, a potem słuch po niej zaginął. Zostawiła nas samych, prosząc, abym wychował Cię na dobrego człowieka.
            Nie miałem pojęcia o wychowaniu dzieci. Moi rodzice zmarli, a ja mieszkałem sam w domku w górach. Dlatego przeprowadziliśmy się do miasta. Tam znalazłem pomoc pewnej starej zielarki. Nazywa się Elisabetta i to do niej musisz udać się, jeśli będziesz miał jakiś problem. Ona również przechowuje klucze do domku w górach.
            Nie używaj swojego prawdziwego nazwiska, przynajmniej dopóki nie będziesz pewny, że jesteś bezpieczny i, że możesz ufać swojemu rozmówcy. Nie chcę, aby coś Ci się stało.
            Zawsze kochający i dumny z Ciebie,
            Ojciec        



  *KIEDYŚ*

Po śmierci swojego ojca, Leo jeszcze przez rok mieszkał w mieście, pilnie strzegąc swojego prawdziwego nazwiska. Żył  na ulicy, okradał ludzi, aż do momentu, w którym znalazł sporej wielkości jajo, które zachował i z którego wykluł się maleńki, czarny smoczek o malachitowych, przeszywających duszę oczach. Nie zdziwił się zbytnio, gdy okazało się, że jest smokiem czterech żywiołów. W końcu jego matka należała do Piętnastu, a on najwyraźniej miał zostać jej następcą.
Miał wrażenie, że musi chronić Spiro, w końcu był on jedyną bliską osobą, jaka pozostała w jego życiu. W pośpiechu opuścił wioskę i zamieszkał w domku w górach, gdzie dodatkowo niedawno znalazł nowego przyjaciela – maleńkiego kotka, którego nazwał Shadow.
Mieszkając w górach nauczył się fachu łucznictwa, co pomaga mu w  polowaniu. Jedzenie zdobywa sam. Mimo to często pojawia się w mieście. Czasami po to, w celu zdobyci rzeczy potrzebnych do życia, a czasami aby porozmawiać z ludźmi, którzy nic o nim nie wiedzą.  
            W chwilach załamania, sięgał po żyletkę, przez co jego prawe udo pokryte jest licznymi bliznami, które nazywa pozostałością „po złych dniach”.




 *AKTUALNIE*


            Leo jest szczęśliwy. Mieszka ze swoim chłopakiem w domku w górach. Pracuje nad swoimi umiejętnościami, uczy się jak być dobrym jeźdźcem. Przygotowuje się do ujawnienia się jako Rycerz Piętnastki. Myśli o pracy, chociaż nie jest pewien, czy da radę pogodzić wszystkie swoje obowiązki. Jest sobą i nie ucieka już od ludzi.
Choć Spiro ma już siedem lat, nadal jest gotowy obronić go własnym ciałem i vice versa. Nie potrafią bez siebie żyć i Leo wie, że to nigdy nie ulegnie zmianie. 

           


Piroman. Cherofobik. Mól książkowy. Dekadent. Czujny w każdym momencie.


2 639 komentarzy:

  1. [Mogę liczyć na wątek? Wszyscy mnie opuścili więc wiesz, licze na Ciebie!]

    ~Zayn

    OdpowiedzUsuń
  2. [Hmm, może samotna wędrówka Leo po górach, zboczenie z toru i miły pobyt na polanie Zayn'a? Co Ty na to?]

    ~Zayn

    OdpowiedzUsuń
  3. Zayn siedział na polanie pod wielkim dębem i rysował bawiącego się w wodzie smoka. Jego łuski lśniły odbijając światło tak, że ich kolor był niezwykły. Zmęczony Zayn oparł się wygodniej o wielki pień i przymknął powieki rozkoszując się ciszą i spokojem polany.

    OdpowiedzUsuń
  4. Z krótkiej drzemki wyrwał mnie przeraźliwy krzyk. Męski krzyk. Szybko otworzyłem oczy i rozejrzałem się po polanie. W jednym z wejść na polane leżał chłopak zaplątany w gałązki krzaków róż, które właśnie kwitły. Przy jego skaleczonej dłoni leżał czarny smok. Z daleka wyglądał na smoka ziemi lecz nie byłem pewny. Wstałem szybko, zostawiając wszystko inne, i zagwizdałem na Tenebrisa by podleciał. Szybko podbiegłem do leżącego chłopaka i ukląkłem przy nim. Jego głowę przykrywały gęste brązowe włosy w artystycznym nieładzie. - Emm, przepraszam? - szturchnąłem chłopaka na co jęknął i podniósł głowę. Nasze oczy się zetknęły i zdecydowanie zbyt długo wpatrywałem się w te piękne tęczówki całkowicie się zatracając.

    OdpowiedzUsuń
  5. - Nie szkodzi - odpowiedziałem do zarumienionego chłopaka. Wyglądał na prawdę słodko, aż nie mogłem oderwać wzroku. - Nie puszcze Cie tak - powiedziałem wskazując na kilka ran i zadrapań i jego kostkę, wyglądającą na skręconą. - Chodź - powiedziałem biorąc go pod ramie i owijając moją rękę w jego talii. - Tenebris, zajmij się kolegą - powiedziałem do mojego smoka.

    OdpowiedzUsuń
  6. - Trzeba, trzeba - powiedziałem odwracając głowę w jego stronę. Prawie stykaliśmy się nosami więc szybko spuściłem głowę i zarumieniłem się. - Jasne, Tenebris, chodźcie! - krzyknąłem do smoka, który najwyraźniej już zapoznał się z Spiro. - Nie ma za co. Miło, że wpadłeś. Tak poza tym, jestem Zayn, a Ty? - zapytałem znów odwracając głowę w jego stronę.

    OdpowiedzUsuń
  7. - Trzeba, trzeba - powiedziałem odwracając głowę w jego stronę. Prawie stykaliśmy się nosami więc szybko spuściłem głowę i zarumieniłem się. - Jasne, Tenebris, chodźcie! - krzyknąłem do smoka, który najwyraźniej już zapoznał się z Spiro. - Nie ma za co. Miło, że wpadłeś. Tak poza tym, jestem Zayn, a Ty? - zapytałem znów odwracając głowę w jego stronę.

    OdpowiedzUsuń
  8. - Ładne imię. Kojarzy mi się z artystami... Jesteś artystą? - zapytałem ciekaw. - Tak, to smok powietrza a co do Spiro stawiałbym na smoka czterech żywiołów bo ma zbyt duże skrzydła na ziemnego a smoki powietrza nigdy nie są czarne. Mam rację? - zapytałem unosząc jedną brew. Otworzyłem drzwi do domu i puściłem go przodem. Zaprowadziłem go do mojej sypialni, gdyż tam ostatnio potrzebowałem apteczki. Posadziłem go na miękkim fotelu pod Ścianą, której przyglądał się z zainteresowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  9. [Hej! Proponuję wątek z Seleną lub Liamem. Do wyboru do koloru... co do pomysłu, to zaraz na niego wpadnę]

    OdpowiedzUsuń
  10. [ Ja chcę wątek. On jest świetny!!! :D Problem w tym że u mnie słabo z pomysłami :/]

    OdpowiedzUsuń
  11. - Wow! Czyli należysz do Piętnastki? - zapytałem siadając obok bruneta z gazą w dłoni. - Może troszeczkę zapiec... - szepnąłem zbliżając się do jego twarzy by lepiej widzieć kilka zadrapań. - I dziękuję. Bawie się w to od kiedy sięgam pamięcią - szepnąłem posyłając mu uśmiech i delikatnie przykładając gaze nasączoną wodą do nary tuż nad łukiem brwiowym. Syknął cicho a ja popatrzałem mu w oczy. To był zły ruch...

    OdpowiedzUsuń
  12. [ O wiem jak mogli się poznać! Mogło być tak, że stosunkowo niedawno Leo ukradł Claudii coś wartościowego np. jakiś pierścionek czy coś sprzedał go a dziewczyna teraz zobaczy go na palcu jakiejś innej kobiety i tak dotrze do Leo. ]

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wiedziałem co się ze mną działo. Po prostu zatraciłem się w jego oczach i po chwili moje usta delikatnie zderzyły się z jego. Nasz pocałunek był delikatny, wolny, nieśmiały. Gdy zabrakło nam tlenu - a nich cie szlag! - odsunąłem się od niego - Ja.. Przepraszam... - szepnąłem spuszczając wzrok i czując, że rozpłacze się z tego jak wielkim idiotą jestem...

    OdpowiedzUsuń
  14. - Mnie nie masz za co... To było... przyjemne - powiedziałem speszony podnosząc wzrok. - To ja Cie pocałowałem, choć tego nie chciałeś więc to moja wina - zacząłem się tłumaczyć. Mimo wszystko muszę przyznać, że pocałunek był niesamowity i bardzo mi się podobał. Chętnie bym to powtórzył ale to nie zależało ode nie.

    OdpowiedzUsuń
  15. [ Okey, to ja zacznę :)]

    Od jakiegoś czasu pomagałam starej zielarce. Dzisiaj również jej pomagałam. Schodziłyśmy właśnie z jednego ze szczytów kiedy z mojej torby wyleciał Fuego, który wysypał zioła. Szybko je zebrałam i wołając smoka zeszłyśmy i udałyśmy się do jej chatki. Przed domem Fuego usadowił się wygodnie w torbie i weszłyśmy. Miał naprawdę przytulny domek. Gdyby nie to że musiałam postawić torbę na stole i przejść do łazienki to pewnie nie zauważyłabym chłopaka, który siedział przy stole.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jego palce delikatnie masowały moją głowę gdy jego język przejechał po mojej wardze. Rozchyliłem usta i wpuściłem go do środka. Przez chwilę toczyliśmy zaciętą bitwę na języki lecz zrezygnowałem i dałem się ponieść. Moje ręce ułożyłem na jego biodrach przyciągając go bliżej.

    OdpowiedzUsuń
  17. - Nigdy nie powinieneś -powiedziałem z szerokim uśmiechem. - niestety, koniec tego dobrego, musze Cię opatrzyć - powiedziałem wracając do łóżka na co jęknął niezadowolony. - Jak będziesz grzeczny to dostaniesz całusa - mrugnąłem do niego a on szybko usiadł koło mnie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mrugnąłem zaskoczony nagłym pytaniem.
    - Emm, hmm, miałem 15 lat. Na urodziny dostałem je od jakiegoś mężczyzny. Był bardzo stary, chyba nawet chory. Kazał mi się nim zaopiekować. Niedługo potem wykluł się smok a gdy opuściłem dom chciałem znaleźć owego mężczyznę, lecz nigdy więcej go nie widziałem - uśmiechnąłem się do chłopaka. - A Ty? Musisz być szczęściarzem skoro masz tak wspaniałego smoka.

    OdpowiedzUsuń
  19. [Emmm... no to może niech Leo przyjdzie do Liama po zioła, których mu zabrakło w domu czy coś?]

    OdpowiedzUsuń
  20. - Aww- zamruczałem. - Tenebris ma tylko 5. Albo aż. Nie jestem pewien ile żyją smoki, nigdzie się tego nie umiem doczytać - uśmiechnąłem się. - Spiro jest na prawdę piękny - westchnąłem czując, że tego wieczoru na Ścianie pojawi się coś nowego. - Bardzo boli? - zapytałem nieświadomie kładąc dłoń na jego policzku.

    OdpowiedzUsuń
  21. Spojrzałem na zarumienionego chłopaka
    - Wyglądasz słodko - powiedziałem i delikatnie musnąłem jego wargi. Przyciągnął mnie bliżej do bardziej namiętnego pocałunku, który i tak nie trwał zbyt długo.

    OdpowiedzUsuń
  22. Liam:

    Szatyn uniósł wzrok znad wiązek ziół, leżących w idealnie równych odstępach. Nie potrafił powstrzymać uśmiechu, widząc ten sam gest ze strony potencjalnego klienta.
    - Dzień dobry - skłonił się grzecznie. - W czym mogę służyć?

    OdpowiedzUsuń
  23. - Właściwie to nie - skłamałem, lecz nie do końca. Właściwie, nie było to kłamstwo. - Czemu pytasz? - zapytałem uśmiechając się do niego i wpatrując w te hipnotyzujące tęczówki.

    OdpowiedzUsuń
  24. Opadłem na łóżko z jęknięciem.
    - Nic. Po prost... Jeszcze niedawno miałem chłopaka... Stąd. Z miasta. Mieliśmy ciekawy związek lecz nie widziałem go od kilkunastu dni. Nie rozmawialiśmy, zawsze jak prosze go o spotkanie nie odpowiada lub mówi, że nie może, jest zajęty. Wcześniej zaczęliśmy się kłócić. Kilka razy padły słowa o rozstaniu, ale nie sadziłem, że to na poważnie. Nie wiem co się z nim dzieje. Skoro mnie tak olewa to chyba znaczy, że już nic między nami nie ma, prawda? - powiedziałem wlepiając oczy w sufit. Nie zdziwię się jeśli chłopak mnie uderzy lub odejdzie. Nie byłem przecież do końca szczery... Właśnie straciłem szansę na tak wspaniałego chłopaka... - Przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  25. Liam:

    Chłopak uśmiechnął się pokrzepiająco.
    - Służę pomocą - powiedział grzecznie, poprawiając niesforną grzywkę. - Czego ci potrzeba?

    OdpowiedzUsuń
  26. Liam:

    Szatyn przytaknął i nachylił się. Wyjął spod niewielkiej lady drewniane pudełko średniej wielkości i otworzył je powoli.
    - Ile ci potrzeba?

    OdpowiedzUsuń
  27. - Leo! - krzyknąłem słysząc jak upada. Szybko klęknąłem przy nim. - Boże, nic Ci nie jest? Boże, Leo, usiądź - powiedziałem podnosząc go z podłogi i kładąc na łóżku. Usiadłem zaraz obok niego. - Właściwie, wiesz... Ja nie chce z nim rozmawiać. Co tu do układania? Znudził się mną, zostawił, jak każdy - powiedziałem ze złością i poczułem łzy pod powiekami.

    OdpowiedzUsuń
  28. Liam:

    Chłopak zerknął na niego z niemałym zaciekawieniem.
    - Siedem funtów - odpowiedział, po raz kolejny poprawiając grzywkę. - I może co? Teraz to jestem ciekaw.

    OdpowiedzUsuń
  29. - Więc nie będę. Daj mi chwilkę- powiedziałem znów zamykając oczy i próbując się uspokoić. - Już. Chyba już - powiedziałem ocierając ostatnie krople.

    OdpowiedzUsuń
  30. Liam:

    Szatyn zawahał się przez chwilę, ale skinął głową.
    - Jasne, dlaczego by nie - posłał chłopakowi uśmiech i schował pieniądze do kasetki. - Musiałbyś tylko poczekać, aż to wszystko schowam.

    OdpowiedzUsuń
  31. - Zostań - powiedziałem szybko chwytając jego miękką dłoń. - Proszę - dodałem. - Zostań, poza tym.. Twoja kostka. Raczej nigdzie nie pójdziesz - próbując powstrzymać uśmiech.

    OdpowiedzUsuń
  32. - Nie moge sobie tego poukładać z tobą? - mruknąłem kreśląc kółka na jego obojczyku i wpatrując się właśnie tam.

    OdpowiedzUsuń
  33. Liam:

    Chłopak posłał mu kolejny, uspokajający uśmiech i ostrożnie odstawił drewniane pudełeczko na ziemię.
    - Jestem Liam i zazwyczaj nie gryzę - powiedział, przeczesując palcami grzywkę.

    OdpowiedzUsuń
  34. Liam:

    Chłopak zaśmiał się dźwięcznie, widząc jego zawstydzenie i pokręcił głową.
    - W porządku, przyzwyczaiłem się do takiego zachowania - mrugnął do Leo.

    OdpowiedzUsuń
  35. Liam:

    Szatyn zachichotał pod nosem.
    - Mój najbliższy przyjaciel bezustannie zachowuje się tak jak ty. Taki mały wstydzioch - wyjaśnił.

    OdpowiedzUsuń
  36. - Więc poznam, co Ty na to? - zapytałem z uśmiechem. - Masz ochotę na herbatę, coś do picia lub jedzenia? - zapytałem wstając z łóżka.

    OdpowiedzUsuń
  37. - Spokojnie - posłałem mu pokrzepiający uśmiech. - rozumiem. Patrz, to on - wskazałem na ścinę na rysunek bardzo źle wyglądającego chłopaka. - To Justin. Każdy związek ma jakąś dziwną historie. Nasz też nie była idealna. Więc na razie bądźmy przyjaciółmi, co? Może kiedyś stworzymy własną historię - ni to zapytałem, ni to powiedziałem kierując się do kuchni.

    OdpowiedzUsuń
  38. - Co? Czemu? Znaczy, nie żebym chciał komuś mówić, że.. Nieważne - powiedziałem. Odłożyłem kubki na szafkę nocną i odwróciłem się do niego. - Masz kłopoty?

    OdpowiedzUsuń
  39. - Nie zabiorą go! - powiedziałem chwytając jego dłoń. - Znam jednego chłopaka z Piętnastki, całkiem miły. Troche mi opowiedział i nigdy nie wspomniał, żeby cokolwiek zrobiono jego smokowi. Nie zabiorą go, nie martw się. Jestem przekonany, że nawet Niall by na to nie pozwolił, ja także - powiedziałem uśmiechając się. - I dobrze Cię rozumiem, nie wiem co bym zrobił gdyby coś stało się Tenebrisowi...

    OdpowiedzUsuń
  40. Liam:

    Chłopak zachichotał i pokręcił głową z niedowierzaniem.
    - Ja uważam, że takie zachowanie jest urocze - wzruszył ramionami, chowając zioła do odpowiednich pudełek oraz przegródek. - A skoro ludziom to przeszkadza, to znaczy, że są nieodpowiednim tolerancyjnym.

    OdpowiedzUsuń
  41. [Dzień Dobry ja po wątek z moją Fantine przychodzę i skoro to taka artystyczna dusz mógłby raz znaleźć warsztat garncarski w którym pracowała Fanny albo po prostu znaleźć ją w lesie bo się zgubiła. Co ty na to jak któryś z pomysłów ci odpowiada do zacznij ]


    Fantine

    OdpowiedzUsuń
  42. - Twojej.. Kogo? Twoja matka uczy na treningach czy coś? - zapytałem zdziwiony.

    OdpowiedzUsuń
  43. Liam:

    Chłopak pokiwał głową i posłał mu uśmiech, zarzucając na ramię pasek swojej płóciennej torby. W chwili, gdy to zrobił, przyszło mu na myśl, że powinien sprawić sobie nową.
    - A dokąd chcesz iść?

    OdpowiedzUsuń
  44. Przytuliłem chłopaka wiedząc, że czuje się niepewnie.
    - Czemu nie chcesz jej spotkać? - powiedziałem. - Jeśli mogę zapytać, oczywiście - dodałem szybko.

    OdpowiedzUsuń
  45. Liam:

    Szatyn wydął wargi i wzruszył ramionami. On też rzadko chadzał do barów oraz kawiarenek, znajdujących się w miasteczku. Wolał zrobić kawę w termosie i wybrać się z Niallem na łąką, by tam spokojnie porozmawiać.
    - Możemy wybrać najprostszą opcję i iść do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  46. Dzisiaj po prostu wymknęła się Celiuszowi zostawiając mu ciastka za to żeby potem nie był na nią zły. Sama nie mogąc wytrzymać znów poszła do lasu.
    Myślała że się nie zgubi lecz jednak się pomyliła i... zgubiła się co było łatwe do przewidzenia.
    Chodziła jeszcze i błądziła głębiej w las aż z bezsilności oparwszy się o pień zaczęła płakać czekając na jakieś wybawienie. W dodatku chyba niedługo miało padać bo ciemne chmury pomału opanowują niebo.
    -Zgubiłam się - powiedziała i z zaskoczeniem spojrzała na niego.
    Czyżby jej myśli zostały wysłuchane a niebiosa zesłały jej wybawiciela?

    OdpowiedzUsuń
  47. - Przykro mi - powiedziałem. - Nie płacz, proszę. Nie warto. Mimo, ze to ona Cię urodziła na ma prawa sie nazywać Twoją matką, skoro nie uczestniczyła w Twoim życiu. Poza tym, może Cię nie pozna? A jeśli nie chcesz, to tam nie idź, nic się nie stanie - posłałem mu pokrzepiający uśmiech.

    OdpowiedzUsuń
  48. - A Ty? Czego pragniesz? - zapytałem ocierając łzy spływające po jego twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  49. Liam:

    Chłopak wyszczerzył zęby w uśmiechu i zdecydowanym ruchem wziął Leo pod ramię.
    - Mówiłeś, że rzadko bywasz w miasteczku. To w takim razie gdzie mieszkasz? - zapytał z zaciekawieniem, prowadząc go w kierunku swojego niewielkiego mieszkania.

    OdpowiedzUsuń
  50. Kiwnęła głową i delikatnie strzepnęła pozostałości kory ze swojej sukienki.
    -Jestem głodna, Zaraz będzie padać i robi się zimno...-odparła patrząc na niego troszeczkę nieufnie tymi swoimi sarnimi oczyma.
    -I jestem Fantine...-dodała jeszcze

    OdpowiedzUsuń
  51. Liam:

    Sarnie oczy chłopaka zabłyszczały wesoło, a jego usta wygięły się w uroczym uśmiechu.
    - Też chciałbym mieć dom w takim miejscu - powiedział i nagle zmarszczył brwi. - Chociaż nie. Daleko od Nialla. Nie chciałbym tak mieszkać.

    OdpowiedzUsuń
  52. [Oczywiście! Jakieś pomysły? ^^]

    OdpowiedzUsuń
  53. - Rozumiem. Spiro jest na prawdę wspaniały, Ty także. Jeśli sie o niego boisz a mimo wszystko chciałbyś być w Piętnastce, mogę zapytać Nialla o wszystko. Co Ty na to? - zapytałem uśmiechając się pocieszająco.

    OdpowiedzUsuń
  54. -Ja zawszę chodzę po lesie i jeszcze nigdy się nie zgubiłam ale zawsze musi być ten pierwszy raz prawda?-spytała z uśmiechem już chyba trochę bardziej uspokojona.
    -Daleko mieszkasz? I tak właściwie to co ty tu robisz?

    OdpowiedzUsuń
  55. Liam:

    Szatyn zarumienił się lekko i wydął wargi, zerkając na jasne, wiosenne niebo.
    - To mój przyjaciel. Następca jednego z jeźdźców Piętnastki - powiedział po dłuższej chwili milczenia. - Taki mój mały aniołek.

    OdpowiedzUsuń
  56. - W porządku, nie stresuj się tak. I.. dzięki - zarumieniłem się na jego uwagę. - Nie masz za co, to czysta przyjemność - uśmiechnąłem się do niego wesoło. Chwyciłem kubek i sam upiłem kilka łyków. Przyglądałem mu się znad kubka prawie niezauważalnie.

    OdpowiedzUsuń
  57. Liam:

    - Słodkim, uroczym i kochanym - powiedział, a później zamilkł i znowu się zarumienił. - Nie słuchaj mnie. Tak już mam, że o nim paplam bez ładu i składu.

    OdpowiedzUsuń
  58. [Wiem co czujesz... No dobra ja wpadłam na jeden: spotykają się na treningu i zaczynają rozmawiać. Nie mam pojęcia o czym, ale zawsze coś XD NIE ZACZYNAM! Byłam pierwsza, o! ;p]

    OdpowiedzUsuń
  59. Na jego słowa i słodki śmiech zarumieniłem się jeszcze bardziej.
    - To dosyć zdradliwa cecha, nie sądzisz? Czasami myśle, że jak się przy kimś zarumienię to nie będzie mnie lubić czy coś.... Boże, co Ty ze mną robisz, chłopaku! - powiedziałem szturchając go lekko.

    OdpowiedzUsuń
  60. Liam:

    Brązowooki objął go opiekuńczo ramieniem i pogładził po ramieniu.
    - Na pewno ktoś taki się znajdzie - zapewnił, puszczając go. - Jesteśmy - poinformował, wbiegając po kilku schodkach na nieduży taras.

    OdpowiedzUsuń
  61. -Polowałeś...? Czyli że zabijałeś te takie niewinne zwierzątka? Takie sarenki bambi? -spytała cichutko trochę nieśmiało.
    -Ja... Nie lubię miasta jest tam za tłoczno... A tu tak spokojnie-dodała

    OdpowiedzUsuń
  62. Mimo iż chłopak nie wyglądał podejrzanie to i tak mu nie ufałam. - Witaj... Nieznajomy.- nie chciałam poznawać jego imienia i nie chciałam żeby on poznał moje. Zresztą ja nigdy nie chciałam żeby ktokolwiek poznał moje imię. - Claudio podałabyś mi garnek z parapetu?- za mną rozległ się głos Elisabeth. A niech tą babę! I nici z mojego planu. - Jasne. - podeszłam do parapetu czując się obserwowana. Podałam jej garnek i w tej samej chwili z mojej torby, nie wyczuwając zagrożenia, wyleciał Fuego. - Fuego do torby, ale już! - smok momentalnie opadł na stół, ale najwyraźniej nie miał zamiaru chować się w torbie. Zobaczyłam że chłopak przygląda się smokowi. - No co? Może teraz powiesz mi że tylko mężczyźni mogą być właścicielami smoków, co? - zapytałam kpiącym tonem. Nie chciałam żeby tak patrzył na mojego małego przyjaciela. Kpiną i sarkazmem broniłam siebie i jego.

    OdpowiedzUsuń
  63. [Hmm cóż, więc może... cholera nie wiem XD]

    OdpowiedzUsuń
  64. - Powiedziała najbardziej urocza istota stąpająca kiedykolwiek po tej ziemi - zachichotałem. - Jesteś słodkim burakiem - powiedziałem i spuściłem głowę zawstydzony.

    OdpowiedzUsuń
  65. Liam:

    - Każdy ma inny gust - stwierdził, otwierając drzwi i wchodząc do środka. - Poza tym, ja tutaj tylko nocuję. Większość dnia spędzam w lesie, na łące, nad jeziorem - wzruszył ramionami, spoglądając na towarzysza.

    OdpowiedzUsuń
  66. -Ja wiem ale... To takie straszne jak pomyśle że aby żyć musimy zjadać się nawzajem... Ja nie mam serca by patrzeć na coś co jest martwe a tym bardziej obdzierać ze skóry i robić wypchanego królika na obiad oczywiście ja lubię królika z orzechami... Ale to... I tak jest przerażające-dodała i potarła ramię. Robiło się coraz chłodniej.
    -Ja... Mieszkam w mieście...

    OdpowiedzUsuń
  67. - Nie, nie powiedziałeś, ale twój wzrok mówił sam za siebie. - warknęłam. - Fuego nie lubi obcych.- i jakby na złość mi smok podleciał do chłopaka i przycupnął mu na ramieniu. - Niewdzięczne stworzenie.- szepnęłam sama do siebie. Elisabett krzątała się po domu a my staliśmy patrząc to na siebie to znów na smoka. Kiedy złość ze mnie wyparowała uświadomiłam sobie że chłopak jest dosyć przystojny, nawet bardzo przystojny. Był wyższy ode mnie a jego włosy były po prostu genialne. Nie dość że miały śliczny kolor to jeszcze układały się tak jakoś dziwnie. A te jego oczy? Cudo. I te rzęsy, które powinnam mieć ja a nie on, bo to JA jestem DZIEWCZYNĄ a nie on. Był naprawdę przystojny. Opadłam na krzesło ciężko wzdychając.

    OdpowiedzUsuń
  68. -Dziękuje... I to mnie troszeczkę uspokaja... Będę musiała się jakoś odwdzięczyć... Jestem garncarką zrobię ci wazon albo witraż. Tak witraże zawsze się przydają-dodała choć nie było w tym żadnego związku.
    - Ja wcześniej nie wiem... Mam nadzieje że Celiusz nie będzie się niepokoić...

    OdpowiedzUsuń
  69. - To chyba dobrze. Uwielbiam kiedy taki jesteś - podniosłem wzrok i zauważyłem, że on swój spuścił. - Hej, w porządku? - zapytałem unosząc delikatnie jego podbródek. Te oczy...

    OdpowiedzUsuń
  70. Liam:

    - Może usiądziemy na zewnątrz - zaproponował, zabierając się za przygotowanie kawy. - Jestem zielarzem, bo do niczego innego się nie nadaję - odpowiedział zwięźle na zadane pytanie.

    OdpowiedzUsuń
  71. - Powiedz. Czego być chciał? - zapytałem nadal patrząc mu w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  72. Liam:

    Szatyn skwitował to krótkim uśmiechem i wręczył Leonowi kubek z kawą, a następnie gestem wskazał na taras.
    - Od dzieciństwa chciałem być rymarzem, ale nie wyszło. Chwyciłem się więc tego zawodu, do którego miałem predyspozycje.

    OdpowiedzUsuń
  73. -Tak pewnie będzie zły i bardzo zdenerwowany nie powiedziałam mu gdzie idę tylko zostawiłam mu ciasteczka na pożegnanie. To dziwne ale czy wiesz że smoki lubią ciasteczka? Przynajmniej mój Celiusz.- dodała i w myślach powiedziała że i tak się odwdzięczy bo jak by inaczej.
    -To mój opiekun/przyjaciel...-dodała jeszcze próbując iść szybciej jak mówił

    OdpowiedzUsuń
  74. - Powiedz, że chcesz - powiedziałem wiedząc czego chce. Patrzałem na niego czekając na odpowiedź. Jedną - uszczęśliwiającą nas, albo drugą przez którą obaj się zawiedziemy. Przygryzłem wargę czekając na odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  75. Delikatnie chwyciłem jego twarz w dłonie przybliżyłem ją do mojej. Nasze usta, najpierw delikatnie, zderzyły się i delikatnie muskały. Wplotłem palce w jego włosy całując go namiętniej. Otworzyłem usta pozwalając mu wejść do środka. Jęknąłem czując przyjemność jaką dawał sam pocałunek.

    OdpowiedzUsuń
  76. -Nie wiem... Ale jest o wiele starszy oczywiście od mojej osóbki. Był od początku ze mną. Zawsze. I jak tu przybyłam również...-dodała - Jest bardzo cieplutki i lubi stokrotki i jak robię mu wianki... Kocham go-dodała jeszcze. - A ty masz smoka? -spytała

    OdpowiedzUsuń
  77. Jego usta znaczyły mokrą ścieżkę na mojej szczęce, szyi, obojczyku.. Gdy dotarł do obojczyka i lekko przygryzł skórę jęknąłem. To mój czuły punkt. Przymknąłem oczy i zamruczałem jak kot z aprobatą na jego czyny.

    OdpowiedzUsuń
  78. -Tak jest starszy pewnego dnia pojawiłam się u Morgana ze smokiem. W sumie czasem odnoszę wrażenie że jak by mógł mówić to by na mnie nakrzyczał kiedy obwieszam go kwiatami. Ale jest taki spokojny. Więc nie masz smoka? Hm... Ale jesteś ładny-dodała

    OdpowiedzUsuń
  79. -Tak a ja lubię ładne rzeczy i ludzi... To chyba powierzchowne? Daleko jeszcze?-spytała ni z gruszki ni z pietruszki

    OdpowiedzUsuń
  80. Delikatnie odepchnąłem chłopaka i położyłem go na łóżku, pode mną. Usiadłem okradkiem na jego biodrach i zacząłem całować jago usta, szczękę, szyję, obojczyki, to co wystawało spod koszulki. Przesunąłem się trochę w dół i poczułem, że chłopak jest już trochę pobudzony. Na razie zignorowałem to i niemo zapytałem czy mogę zdjąć jego koszulkę,

    OdpowiedzUsuń
  81. Brunet ściągnął koszulkę a moim oczom ukazał się opalony tors z zarysowanymi mięśniami. Po chwili z powrotem przylgnąłem do jego obojczyka zostawiając tam ślad. Przeniosłem usta na jego sutek i delikatnie zassałem na co jęknął.

    OdpowiedzUsuń
  82. Pocałunkami schodziłem coraz niżej, jednocześnie zsuwając się po chłopaka. Dotarłem do linii jego spodni i delikatnie ściągnąłem ja. Dość wolno by chłopak mógł powstrzymać mnie jeśli tego nie chciał. Delikatnie przesunąłem rękę po wybrzuszeniu w bokserkach na co jęknął cicho.

    OdpowiedzUsuń
  83. - Bardzo chętnie - mruknąłem ściągając biały t-shirt. Rzuciłem go w kąt pokoju i powróciłem do całowania jego ust. Po chwili przeniosłem sie na tors i linię bokserek. Chwyciłem je w zęby i wolnym ruchem ściągnąłem.

    OdpowiedzUsuń
  84. Ten chłopak jest tak niewinny.
    - Jeśli nie chcesz, nie musimy - powiedziałem całując go w usta i delikatnie gładząc kolano. Podniosłem leniwie dłoń do jego twarzy sunąc palcem przez całą nogę. Moje palce trafiły na nierówności na jego udzie. Znajome nierówności. Popatrzałem mu w oczy i zobaczyłem strach oraz pożądanie. Powili przekrzywiłem głowę tak, że miałem idealny widok na nogę. Nogę pokrytą dziesiątkami blizn. Jęknąłem wiedząc jak się tam znalazły. - Leo... - szepnąłem siadając obok niego.

    OdpowiedzUsuń
  85. -Sądzę że chyba tak nie jestem aż taką niezdarą i słabowitą dziewczyną! - ledwie to powiedziała a już leżała na ziemi bo oczywiście nie była by sobą gdyby się nie potknęła o jakiś wystający korzonek. Co za ironia.
    -Ał... To zupełnie nie fair-odpowiedziała próbując wstać.

    OdpowiedzUsuń
  86. -Kiedyś mi pomogła i chcę się jej odwdzięczyć. - wzruszyłam ramionami. - Gdyby nie ona nadal włóczyłabym się po ulicach miasta. Chociaż nie wiem po co ci to mówię. To było jedynie grzecznościowe pytanie, tak naprawdę nie interesuje cię to czemu jej pomagam. - zaśmiałam się ponuro. - Musimy iść. Fuego, chodź. - zawołałam smoka, ale ten nie zareagował. Zdenerwowałam się.- Fuego, do torby, już! - dalej nic. - Fuego. Do. Torby.

    OdpowiedzUsuń
  87. - Powiedz dlaczego? I jak długo - szepnąłem czując łzy napływające do moich oczu. Podniosłem na niego wzrok wyrażające moją dezaprobatę lecz widząc jak smutny lub zawstydzony był opuściłem ją. Ukryłem twarz w dłoniach.

    OdpowiedzUsuń
  88. - Nie dopowiadam sobie. Po prostu wiem jacy są ludzie. - w końcu nie raz zaufałam komuś kto potem okazał się zdrajcą. - Od kilku miesięcy. - odpowiedziałam cicho siadając znów na krześle. Zaczęłam niecierpliwie wybijać rytm palcami o blat stołu. Nie miałam ochoty na rozmowę, a już na pewno nie z tym chłopakiem. W ogóle ostatnio coraz mniej rozmawiałam z ludźmi. Wolałam odgradzać się od nich murem i nie narażać się na cierpienie kiedy to ktoś znienawidzi mnie tak bardzo, że ucieknie. Potrafiłam zniechęcić do siebie wszystkich, nawet własnego smoka. Westchnęłam i położyłam głowę na blacie.

    OdpowiedzUsuń
  89. Liam:

    - Chyba? - spojrzał na niego z niemałym zaciekawieniem, zajmując jedno z krzeseł na tarasie. - A ja sądzę, że nasi rodzice chcą, żebyśmy podążali własną ścieżką - powiedział, gapiąc się na łąkę, widoczną przed domem. - A przynajmniej lubię sobie wyobrażać, że moi tak chcieli.

    OdpowiedzUsuń
  90. Nie wiedziałem co powiedzieć. Otworzyłem usta lecz wydobył się z nich tylko cichy jęk. Nie wiedząc co powiedzieć potarłem troche przedramię lewej ręki i wyciągnąłem ją do chłopaka. Blizny, mimo iż bardzo stare wciąż były widoczne, cały, równy rząd. Niepewnie wyciągnąłem drugą rękę do jego uda i dotknąłem kilku najnowszych. Podniosłem powoli głowę i szepnąłem - Oczywiście, że rozumiem. Proszę, nie, błagam - otarłem łzy spływające po mojej twarzy. - Obiecaj mi, że się nie zabijesz, że tego nigdy nie spróbujesz. Tylko to - powiedziałem i pierwszy raz w czasie mojego przemówienia spojrzałem w jego oczy. - Błagam.

    OdpowiedzUsuń
  91. Liam:

    Szatyn przysłuchiwał się jego słowom, kiwając powoli głową. Jednak kiedy padło pytanie o rodziców, spuścił wzrok, a następnie zamknął oczy i westchnął cicho.
    - Nie wiem - powiedział zgodnie z prawdą.

    OdpowiedzUsuń
  92. - Nie jesteś słaby - szepnąłem. - Każdy ma chwilę zwątpienia, ja także miałem jak widzisz - wyciągnąłem rękę. - Teraz masz mnie. Obiecuje, że się Tobą zajmę i nie opuszczę, choćby nie wiem co, rozumiesz? - zapytałem i pocałowałem go szybko ale z zapewnieniem. - Ile ich jest? - zapytałem wskazując na udo.

    OdpowiedzUsuń
  93. - Gdzieś ty był całe moje życie inny człowieku? Teraz ci się oświadczę i będziemy żyć długo i szczęśliwie... Skarbie.- posłałam mu cynicznego całusa. - Dostałam jego jajo od babci. Niedługo potem zmarła a kilka dni później wykluł się mały smok, więc nazwałam go Fuego co po hiszpańsku znaczy pożar. - wzruszyłam ramionami.

    OdpowiedzUsuń
  94. - Opowiesz mi kiedyś? - zapytałem cicho. - Znaczy... Wiesz, wiem, ze to boli, ale chciałbym wiedzieć. - A co do Justina... Eh, pogadam z nim. Tylko tyle. To już zamknięty rozdział. Ja.. Nie kocham go już tak jak kiedyś. Kocham go ale tak jak Liama, jak przyjaciela nic więcej. To uczucie wygasło. Myślę... Myślę, że moje serce wypełnia teraz ktoś inny. Może nie jest to tak mocne jak to co wiązało mnie z Jusem ale sądzę, że jest w stanie dać mi szczęście i ciepło, którego właśnie potrzebuję - podniosłem na niego wzrok blado się uśmiechając i chowając dłonie między skrzyżowane nogi.

    OdpowiedzUsuń
  95. - Czuję się wyróżniony - uśmiechnąłem się szerzej. - Czemu tak sądzisz? Jesteś wspaniałym chłopakiem, masz cudowną osobowość, choć nie znam Cię jeszcze zbyt dobrze. Jesteś przystojny, miły, słodki. Czy można chcieć więcej niż Ciebie? - zapytałem retorycznie. - To nie Twoja wina, że to koniec. Po prostu od dłuższego czasu się nam nie układało... - westchnąłem. Moje oczy ostatni raz przesunęły się po nagim chłopaku po czym przytaknąłem sam kierując się w stronę lamy, gdzie zawisła moja koszulka. Odwróciłem się w jego stronę przygładzając materiał i wciągając go powoli przez głowę.

    OdpowiedzUsuń
  96. - Oczywiście, że tak - powiedziałem z uśmiechem. - Jesteś zmęczony? - zapytałem ciągle patrząc w jego błyszczące oczy.

    OdpowiedzUsuń
  97. - Chętnie - powiedziałem uśmiechając sie. Pocałowałem go przelotnie w ust i zaprowadziłem na zewnątrz. - Zaczekaj, zaraz wracam - powiedziałem szybko i popędziłem z powrotem do domku. Po chwili wróciłem z wielkim kocem, kilkoma poduszkami i szkicownikiem. Rozłożyłem koc i poduszki i opadłem na nie poklepując miejsce obok. Brunet usiadł powoli na poduszkach i wpatrywał się w gwiazdy. Szybko sięgnąłem po ołówek i zacząłem rysować ten wspaniały widok, chcą go zapamiętać na dłużej.

    OdpowiedzUsuń
  98. -Dziękuje-uśmiechnęła się i oparła na nim by złapać równowagę.
    -Muszę pamiętać by najpierw myśleć potem mówić... -dodała z uśmiechem - A już na pewno patrzeć gdzie idę. Czy ten komin to twój?-zapytała wskazując dłonią

    OdpowiedzUsuń
  99. Ciepła dłoń pogładziła moje plecy. Zesztywniałem na ten dotyk ale od razu sie rozluźniłem. Na kartce pojawiało się coraz więcej szczegółów.

    OdpowiedzUsuń
  100. Spojrzała na niego i kiedy wiedziała juz co zamierza szybko zasłoniła sobie dłonią oczy z których popłynęły ze dwie łzy.
    -Rozumiem... Ale proszę schowaj go a jak go będziesz przyrządzał to z dala -dodała i nagle troszeczkę słabo jej się zrobiło więc jakoś tak udało się jej dojść i nie zemndleć.

    OdpowiedzUsuń
  101. Jak tylko weszła lunęło z nieba i zaczęło grzmieć.
    -A! Burza! I to jaka okropna boje się burzy!-zaczęła jęczeć i skuliła się gdzieś w kącie próbując powstrzymać łzy.
    -Pioruny, burza, pioruny, burza, ogień, woda-mówiła kołysząc się w kącie nadal w jego kurtce

    OdpowiedzUsuń
  102. Była mu trochę wdzięczna bo trochę jej to pomogło ale tylko trochę.
    Uczepiona niego jak miś koala moczyła mu całą koszulę we łzach podskakując za każdym razem gdy uderzył piorun.
    -Ja nie chce się spalić! Pioruny, pioruny, deszcz, burza.-mówiła nerwowo przywierając mocniej o ile było to możliwie.
    -Tak bardzo się boje...

    OdpowiedzUsuń
  103. -Ja... Płonęło, ktoś krzyczy, mokro, zimno, gorąco woda się rozbryzguje i zimno... Burza i ogień, pioruny swąd palonych ciał mnóstwo dymu i wody...-odparła i zaczepiła się paznokciami w jego koszulę.
    -Nie puszczaj nie chce spadać.... - odparła ciężko oddychając.

    OdpowiedzUsuń
  104. -Jesteś odważna mama tak mówiła właśnie kim jest mama? Ona płonie. Każe iść w burzę - nie wiedziała co mówi to wszystko to był jeden wielki koszmar ale wykluczając to czuła się całkiem bezpiecznie w jego ramionach.
    Nagle burza zaczęła cichnąć a Fantine się ocknęła z tego szalonego amoku.
    -Dziękuje... - szepnęła i z zawstydzeniem puściła jego koszulkę zamiast tego rzuciła mu ręce na szyję i wtuliła się w zagłębienie jego szyi

    OdpowiedzUsuń
  105. - Przestań, to łaskocze - zachichotałam. Chłopak zabrał swoją rękę. - Żartowałem! Nie przestawaj - zamruczałem kiedy z z powrotem przesunął opuszkami po moich plecach co wywołało przyjemny dreszcz. Wycieniowałem ostanie części rysunku i podałem chłopakowi kartkę z jego portretem w cieniu zachodzącego słońca. Musiałem nieskromnie przyznać, że był to jeden z najlepszych rysunków jakie zrobiłem. - Po-podoba Ci się? - zapytałem niepewnie. Czekając na jego opinię przygryzałem wargę.

    OdpowiedzUsuń
  106. Liam:

    - Nie wiem co się z nimi stało - powiedział ze ściśniętym gardłem, patrząc prosto przed siebie. - Ja... wróciłem do domu i ich nie było. Ale nie tylko w domu. Całe miasto był opustoszałe - dodał jeszcze i spuścił głowę, wbijając wzrok w swoje kolana.

    OdpowiedzUsuń
  107. -Tak chyba już lepiej... Dzięki tobie -dodała wdychając jego zapach i czując się bardzo odpowiednio i swobodnie.
    -To... Było straszne widziałam takie straszne rzeczy - szepnęła i uniosła głowę by na niego spojrzeć.
    -Przepraszam... Za no mokrą koszulę - zarumieniła się z zakłopotania

    OdpowiedzUsuń
  108. - Ja.. Dzięki - powiedziałem i zarumieniłem się tak bardzo iż nawet ciemna skóra nie urywała moich czerwonych policzków. Położyłem głowę na jego udach i przymknąłem powieki rozkoszując się ciepłem i bliskością chłopaka oraz wspaniałą wiosenną pogodą.

    OdpowiedzUsuń
  109. Liam:

    Liam spojrzał na niego z wdzięcznością i westchnął głośno, odstawiając na stolik kubek z kawą. Musiał pozbierać myśli, nim emocje zdążyły z niego uciec.
    - Miałem siedem lat - wymamrotał. - Wyszedłem na cały dzień do lasu, a kiedy wróciłem... zniknęli. Nie wiem nawet czy żyją. Czy wrócili do domu, czy raczej... - urwał i zacisnął palce na nasadzie nosa.

    OdpowiedzUsuń
  110. Niesmialo zblizyla swoja twarz do jego i cmoknela go prosto w usta ale tylko cmoknela po czym znow opadla na jego zaglebieniu szyi.
    -Dziekuje - szepnela jeszcze raz - Tak jestem f
    glodna co zrobisz do jedzenia?-spytala

    OdpowiedzUsuń
  111. - Ja wolę ciebie zarumienionego, jesteś wtedy taki słodki - mruknąłem. - Ja też, jest taki cicho i spokojnie, woda jest ciepła a zachody przepiękne.

    OdpowiedzUsuń
  112. Liam:

    Chłopak zmierzył go zdziwionym spojrzeniem i przełknął głośno ślinę.
    - Wolałbym się tym zmierzyć sam - powiedział cicho, odgarniając grzywkę z czoła. - Pojadę tam niedługo - przygryzł dolną wargę i gestem pokazał szatynowi, żeby wrócił na poprzednie miejsce. - Po prostu... chcę wiedzieć czy tam wrócili. I czy mnie szukali.

    OdpowiedzUsuń
  113. - Oh. Emm, jasne - podałem mu szkicownik. Ponownie zamknąłem oczy. - Zarumieniłeś się - zwróciłem mu uwagę uśmiechając się szeroko.

    OdpowiedzUsuń
  114. Pocalunek mimo iz byl cmoknieciem byl dziwnyi na jakis sposob wydawal sie wlasciwy.
    -jajecZnice-oparla z ulga ze nie zje biednego kroliczka

    OdpowiedzUsuń
  115. Liam:

    - Dziękuję - powiedział ze szczerym uśmiechem, patrząc na niego błyszczącymi oczyma. - Dziękuję. Ta rozmowa naprawdę pomogła - przygryzł dolną wargę i chwycił kubek w obie dłonie.

    OdpowiedzUsuń
  116. - Czemu nie? - mruknąłem. - Wtedy rumienisz się jeszcze bardziej i jesteś jeszcze słodszy. Co robisz? - zapytałem.

    OdpowiedzUsuń
  117. - Ale ja je uwielbiam, zresztą jak całego Ciebie! - powiedziałem i rozchyliłem leniwie powieki. Zachichotałem cicho widząc jego wyraz twarzy raz skupienie. - A co rysujesz Leonardo? - zapytałem puszczając mu oczko.

    OdpowiedzUsuń
  118. - Oh, no pokaż! - powiedziałem próbując wyrwać mu szkicownik, niestety na darmo. - Dwadzieścia, tylko się nie śmiej... A Ty ile masz? Siedemnaście, osiemnaście?

    OdpowiedzUsuń
  119. - Może troszkę - mruknąłem. - Siedemnaście? - powtórzyłem. Młodszy. O trzy lata. To chyba nie jest złe, prawda? To tylko trzy lata, nic takiego. - Nie mów tak. Wcale nie jesteś samrkaty, czemu tak sądzisz?

    OdpowiedzUsuń
  120. - Oh, starszy, nie znaczy, że wiem więcej. Poza tym, jesteś słodki i zawsze będzie w moich oczach. Jesteś taką moją słodką małpką, co Ty na to? - zapytałem z uśmiechem patrząc w górę. - Lubie cię, wiesz?

    OdpowiedzUsuń
  121. - Taki był mój cel, Małpko - zamruczałem wtulając sie w niego. - Jesteś taki cieplutki... - mruknąłem w jego koszulke. - Zaśpiewaj mi coś, wiem, że umiesz.

    OdpowiedzUsuń
  122. Słuchałem jak zahipnotyzowany melodii i słów chłopaka. Piosenka okazała się wspaniałą kołysanką. - To było wspaniałe - powiedziałem wstając z jego kolan i całując go w podzięce. - Masz niesamowity głos. Mógłbym Cię słuchać całe życie - powiedziałem z uśmiechem a później zdałem sobie sprawę z tego co powiedziałem i zarumieniłem się.

    OdpowiedzUsuń
  123. - Wow.. Wspaniałe.... I jak dobrze odwzorowane i te cienie! To wspaniałe! - wykrzyknąłem zachwycony rysunkiem. - Masz talent - przyznałem. - Jesteś przystojny, słodki, mądry, utalentowany, czego jeszcze nie wiem? Opowiedz mi coś o sobie.

    OdpowiedzUsuń
  124. - Wszystko, Małpko. Co lubisz robić, czym się zajmujesz, jaki lubisz kolor, zwierze, danie... Czy masz kogoś poza Spiro? Hmm... Co jeszcze? Może na razie wystarczy - posłałem mu uśmiech i pocałowałem w policzek.

    OdpowiedzUsuń
  125. - Dzięki. - odpowiedziałam niepewnie doszukując się jakiejś złośliwości w jego wypowiedzi. - Jeśli już rozmawiamy to może podasz mi swoje imię, bo zwracać się do ciebie bezosobowo jest głupio. - spojrzałam na chłopaka ze zniecierpliwieniem, później przeniosłam wzrok na Fuego i uświadomiłam sobie że jestem zazdrosna. Do tej pory Fuego nie tulił się do nikogo innego oprócz mnie. Naprawdę nie lubił poznawać nowych ludzi. A teraz leżał na kolanach jakiegoś obcego chłopaka zapominając o mnie.

    OdpowiedzUsuń
  126. Gdy nie mial koszuli Fan bez przeszkód mogła zobaczyc jego nagie plecy, ramiona i piers.
    Zarumieniła sie i wziela do rąk kubek goracej herbaty poczym gwaltownie go postawiła na stole bo byl za goraący.
    -Dziekuje... Dla siebie i...?Czyżbys mial kiedys kogos dla kogo gotowałeś? Ja też kiedyś mialam Morgana ale umarł.-odparla spokojnie probujac nie gapic sie na jego obnażona pierś

    OdpowiedzUsuń
  127. - Miło mi. Wcale nie jestem zazdrosna... No, może trochę, ale tak odrobinkę. Nigdy się tak nie zachowywał. Na prawdę nie lubił poznawać ludzi. - kiedy się do mnie uśmiechnął poczułam jak na policzki wstępuje mi rumieniec. Może ze wstydu a może przez ten jego uśmiech. Odwróciłam wzrok, ale zaraz również uśmiechnęłam się najładniej jak umiałam do chłopaka. - Przepraszam, że byłam taka wredna. Po prostu nie wiem czy mogę ci zaufać. Nie znam cię. - wzruszyłam ramionami.

    OdpowiedzUsuń
  128. Liam:

    Szatyn posłał mu najbardziej uroczy uśmiech, na jaki było go stać, a później podniósł się z krzesła. Chwycił swój kubek w lewą dłoń i zerknął na kompana.
    - Wypiłeś już? - wskazał palcem na naczynie. - Masz ochotę na coś jeszcze?

    OdpowiedzUsuń
  129. Liam:

    Liam pokiwał głową, przypatrując mu się z zainteresowaniem. Nowy znajomy wydał mu się przeuroczy, a w dodatku miły i sympatyczny.
    - Też bardzo chętnie cię poznam - mrugnął do chłopaka i na kilka chwil zniknął w środku swojego domu. - Masz ochotę na muffinkę? - zapytał głośno.

    OdpowiedzUsuń
  130. Liam:

    Szatyn wyszedł z powrotem na taras, dzierżąc w dłoniach tacę z różnymi rodzajami babeczek.
    - Czekoladowa też się znajdzie - powiedział, stawiając słodkości na drewnianym stole. - Ale są też bananowe, karmelowe, red velvet... Częstuj się.

    OdpowiedzUsuń
  131. -Morgan to człowiek który mnie wychował przyjął pod swój dach bo wiesz ja nic nie wiem o sobie o swoich korzeniach rodzinie po prostu bylam.-dodala i zaczęła jeść.
    -jestes taki dobry... Tez chciala bym miec zwierzatko ale Celiusz raczej sie do tego nie pali

    OdpowiedzUsuń
  132. Liam:

    Szatyn przytaknął i zajął poprzednie miejsce.
    - Czasem piekę - przyznał, obracając w dłoniach jedną z muffinek. - Lubię to. Można powiedzieć, że to takie... oderwanie się od codziennej pracy.

    OdpowiedzUsuń
  133. -huh... Naprawdę? To by wyjasnialo dlaczego boczy sie na mojego przyszywanego brata.... W sumie jest nim od niedawna ale i tak Celiusz sie boczy i prycha i najpewniej by go przegonil-dodala czyszczac z jajecznicy talerz. - Dobra bylo-powiedziala i spojrzala na niego a potem znow sie zarumienilaa

    OdpowiedzUsuń
  134. - Całusem nie pogardzę - powiedziałem chichocząc.

    OdpowiedzUsuń
  135. Liam:

    Liam przytaknął i delikatnie pozbawił babeczkę barwnego papierka.
    - Może i ja powinienem mniej pracować - stwierdził, patrząc na swój wypiek. - I zająć się też innymi rzeczami.

    OdpowiedzUsuń
  136. - Mmm, dowiem się jak smakują Twoje usta, jak wspaniale pachniesz i jak całujesz - zamruczałem przybliżając się niego z uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  137. - Nie - zaśmiałem się. - Prawie nic nie poczułem - powiedziałem zawiedziony. - Wiesz, wywiad musi być kompletny..

    OdpowiedzUsuń
  138. - Odezwał się celebryta - mruknąłem w jego usta. Przyciągnąłem go bliżej i otworzyłem usta pozwalając mu tam wsunąć swój język. Całowaliśmy się przez dłuższą chwilę i oderwaliśmy się od siebie z braku tlenu. A nich Cię szlag tlenie! - pomyślałem.

    OdpowiedzUsuń
  139. Liam:

    Policzki szatyna zrobiły się czerwone, gdy tylko usłyszał komentarz. Za każdym razem reagował w ten sam sposób, gdy słyszał jakiekolwiek wspomnienia o Niallu.
    - I tak będzie ze mną pracował - wymamrotał.

    OdpowiedzUsuń
  140. - Tę? - podciągnąłem koszulkę spoglądając na jego palce jeżdżące wzdłuż jej całej długości. Westchnąłem i opuściłem koszulkę. - Jak miałem piętnaście lat ojciec chciał mnie zabić, taka mała pamiątka - uśmiechnąłem się do niego słabo.

    OdpowiedzUsuń
  141. Liam:

    - Jakoś tak... wyszło, że mu zaproponowałem pracę, a on się zgodził - powiedział, drapiąc się z zakłopotaniem po karku. - Niby nie musi pracować, bo jest następcą jeźdźca piętnastki, ale najwyraźniej tego chce.

    OdpowiedzUsuń
  142. - Nie szkodzi. Dowiedział się, że mam smoka, chciał go zabić bo sądził, że to mały szatan i przeciągnął mnie na swoją stronę. Ja powiedziałem, że nie ma prawa go tknąć więc powiedział, że mnie zabije. Zamachnął się jakimś mieczem czy czymś i zostawił mi to - wskazałem ranę. - Obudziłem się kilka dni później w lesie. Nie wiem czy żyją czy nie, choć wątpię, że coś im się stało. Tenabris miał zaledwie kilka tygodni.

    OdpowiedzUsuń
  143. Liam:

    - Zależy czy odważyłby się odezwać - powiedział po krótkim zastanowieniu. - Ale... obaj jesteście takimi wstydziochami, że pewnie znaleźlibyście wspólny język - stwierdził, bawiąc się rzemykiem zawieszonym na szyi.

    OdpowiedzUsuń
  144. Liam:

    - O smokach? - powtórzył, zamyślając się na chwilę. - To wspaniałe stworzenia - zerknął na kompana. - Sam mam jednego. Ale on się nie zalicza do grona "wspaniałych". Jest wredny jak mało kto.

    OdpowiedzUsuń
  145. - Hmm, jakoś nieszczególnie mi przykro. Bardziej mi przykro z powodu mamy. Stała tam i patrzyła, jakby go popierała w tych czynach - powiedziałem. - Patrz - wskazałem na jedno z najmniejszych cięć, zaraz obok kilku bardzo wielkich. - To było pierwsze. Miałem chyba 13 lat.

    OdpowiedzUsuń
  146. Liam:

    Szatyn przytaknął i rozejrzał się po okolicy, a później wzruszył ramionami.
    - Niestety, lubi chadzać własnymi ścieżkami - pokręcił głową z niezadowoleniem. - Jest smokiem wody i nazywa się Aquarell.

    OdpowiedzUsuń
  147. - Nie tak jak Ty - szepnąłem w jego włosy nie wiedząc nawet czy usłyszy. - Każdy zasługuje. Ty także. Powiedziałbym, że nie powinieneś już tego robić ale wyszedłbym na hipokrytę...

    OdpowiedzUsuń
  148. Liam:

    - Mój jest zazdrosny tylko o swojego smoczego chłopaka - stwierdził, chichocąc przy tym cicho. - Mam go od czterech lat - odpowiedział na pytanie szatyna. - Dostałem jajo na siedemnaste urodziny.

    OdpowiedzUsuń
  149. - o jaki piekny kotek! Zawsze chcialam miec kotka! Odparla i posadzila sobie zwierzatko na kolanach bawiac sie z nim
    - Slicznosci zupelnie jak jego wlasciciel-powiedziala chyba nieswiadomie bo zaraz spojrzala na Leo i zarumienila sie

    OdpowiedzUsuń
  150. - Ciąć się - odpowiedziałem spokojnie wdychając wspaniały zapach jego włosów.

    OdpowiedzUsuń
  151. Liam:

    Liam uśmiechnął się i rozparł wygodniej na krześle.
    - Tak, jest jeszcze dosyć mały - powiedział, drapiąc się po nosie. - Ale jak widać mu to nie przeszkadza.

    OdpowiedzUsuń
  152. -Jest wspanialym i dobrym czlowiekiem... Kiedy go spotkalamto jeszcze nie byl moim bratem ale potem sam to zaaproponowal i stal mi sie bliski jak rodzina prawdziwy brat... Moge mu powiedziec wszystko jest jak Celiusz.-powiedziala dalej glaszczac kota. - - Ty tez jestes milym i dobrym czlowiekiem jestem troche zmeczona... A juz ciemno bede mogla z toba spac?

    OdpowiedzUsuń
  153. Liam:

    Szatyn wstał z krzesła i grzecznie pożegnał się z nowym znajomym.
    - Mam nadzieję, że spotkamy się niedługo - powiedział ze szczerym uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  154. - Więc zamieszkaj ze mną - palnąłem. - Yyy, znaczy... Eh, po prostu nie chcę byś był sam... Zależy mi na Tobie i chcę Cie chronić... - powiedziałem rumieniąc się.

    OdpowiedzUsuń
  155. - Zayn. - odparla co z reszta bylo prawda - A nie moge spac z toba? Jestem przyzwyczajona ze... Przytulam sie zawsze do misia inaczej nie moge zasnac - odparla troszeczke zawstydzona ze nadal spi z misiem

    OdpowiedzUsuń
  156. - Znasz go ? Prawda ze jest wspanialy! W dodatku ma chlopaka jeszcze go nie spotkalam ale mowil mi jak go kocha... Ale o co ci chodzi z tym niewyobrazaj sobie ? Spytala odrobine dotknieta jego slowami

    OdpowiedzUsuń
  157. - Zapomnij. Nie wiem czemu to powiedziałem - zaśmiałem się. - Właśnie, gdzie mieszkasz? Chciałbym Cię kiedyś odwiedzić. Chyba, że to tajemnica i tylko Ty będzie mnie odwiedzać a ja będę usychać z tęsknoty jeśli nie przyjdziesz - powiedziałam.

    OdpowiedzUsuń
  158. - To podłe! - powiedziałem udając obrażonego. - Zgodzę się jedynie jeśli będziesz mnie odwiedzać często, na długo i będzie dawać mi całusy na pociesznie - powiedziałem patrząc na niego spod rzęs.

    OdpowiedzUsuń
  159. -Justin. Nie wiem ile ma lat a co zakochałeś się w moim braciszku?-spytała i przyjrzała mu się uważniej.
    - Tak. Wpadłeś mi w oko podobasz mi się ale ja sądzę że raczej nie jestem jeszcze gotowa na... No wiesz - wzruszyła ramionami - A poza tym za tydzień mi przejdzie... -odparła - Mam braciszka nic więcej mi nie potrzeba oraz Celiusza. Ale i tak chce z tobą spać inaczej nie zasnę... Nie zjem cię i niczego nie zrobię w sumie to nawet nie wiem co mała bym zrobić-dodała patrząc mu w oczy

    OdpowiedzUsuń
  160. - Taaa... - westchnęłam i oparłam się policzkiem o blat stołu. - Albo twój urok osobisty albo masz coś dobrego w torbie. - wzruszyłam ramionami i przymknęłam powieki. Fuego był smakoszem i potrafił wyczuć dobre jedzenie na kilometr. Czasami mnie zadziwiał.

    OdpowiedzUsuń
  161. - Ej, to nie fair! Bo już Cię nie będę kochał! - powiedziałem udając obrażonego. - Czekaj, czekaj, mieszkasz w górach? Widziałem tam kilka domków... Hmm... Dwa nad strumykiem, jeden tak fajnie wbudowany w ściankę z kamienia, oh i jeszcze ten na skraju góry! Ale tam mieszka Figgins....

    OdpowiedzUsuń
  162. - Tak mi się jakoś powiedziało - przyznałem. - Ten żółty? Ładny domek, odwiedzę Cię kiedyś jak będziesz mnie zaniedbywać - posłałem mu uśmiech.

    OdpowiedzUsuń
  163. - Oczywiście - odpowiedziałem z powrotem układając się na jego kolanach i przymykając oczy.

    OdpowiedzUsuń
  164. Zaśmiałem się. - Już myślałem, że zapytasz o coś gorszego. - powiedziałem otwierając leniwie oczy. - Sam nie wiem.. W życiu miałem tylko chłopaków. Znaczy, na początku dziewczyny mi się też podobały ale teraz już tak na nie nie patrzę. Nie wiem, chyba jestem geje - stwierdziłem wzruszając ramionami. - A jak z Tobą? - zapytałem uśmiechając się i patrząc na niego z dołu.

    OdpowiedzUsuń
  165. - Nie wiem czemu się wstydzisz tego, że nigdy nikogo nie miałeś. To dowodzi, ze czekasz na kogoś kto Cię pokocha i Ty też go pokochasz. To słodkie - powiedziałem uśmiechając się do niego. Delikatnie uniosłem się i cmoknąłem go szybko w brodę po czym wróciłem do swojej pozycji wpatrując się w niego.

    OdpowiedzUsuń
  166. - Jestem Twoim pierwszym! - krzyknąłem rozradowany. Szybkim ruchem usiadłem na jego nogach. Czuję się wyróżniony. Teraz wiem jakie to wspaniałe uczucie - powiedziałem całując go w usta.- Jesteś wspaniałym człowiekiem. Ja cię lubię, nawet jeśli jesteś dziwny - powiedziałem uśmiechając się do niego i patrząc w jego hipnotyzujące tęczówki.

    OdpowiedzUsuń
  167. - Nie wiem za co - powiedziałem z uśmiechem w jego usta nie odsuwając się. Patrzyłem na niego chwilkę po czym znienacka pocałowałem go. Najpierw tylko musnąłem jego wargi a potem pogłębiłem pocałunek. Przygryzłem jego wargę tak, że jęknął.

    OdpowiedzUsuń
  168. Przyciągnąłem go jeszcze bliżej siebie. Toczyliśmy walkę na języki wciąż cicho pojękując lub wzdychając. Oderwałem się od niego i ucałowałem jego nos, szczękę, szyję...

    OdpowiedzUsuń
  169. Moje mokre pocałunki przeniosłem na obojczyk. Zostawiłem tam mały ślad w postaci malinki. Jeszcze przez chwilę całowałem jego obojczyki i ramiona po czym podniosłem głowę i ucałowałem go szybko w usta. - Koniec tego dobrego - powiedziałem i wtuliłem się w zagłębienie jego szyi wciągając jego zapach pomarańczy.

    OdpowiedzUsuń
  170. Przymknąłem oczy z zadowoleniem i cichym pomrukiem. - Jest mi tak dobrze w Twoich ramionach - przyznałem ledwo słyszalnie i wtuliłem sie jeszcze mocniej chcąc czuć go bliżej siebie.

    OdpowiedzUsuń
  171. - Dzięki - powiedziałem rumieniąc się. - Patrz, zachodzi słońce - powiedziałem wskazując na horyzont. Niebo mieniło się czerwienią, pomarańczą i różem, było piękne.

    OdpowiedzUsuń
  172. Odwróciłem głowę w jego stronę i zobaczyłem jak się we mnie wpatruje. - Oh - wykrztusiłem. Był taki słodki. Spełnił moje marzenie. Zawsze chciałem coś takiego usłyszeć z ust osoby która... No właśnie, kocham? Nie jestem pewny moich uczyć co do Leo ale wiem, ze są silne, mimo naszej krótkiej znajomości.

    OdpowiedzUsuń
  173. - Oh - wykrztusiłem ponownie. Zarumieniłem się. - Ja na Ciebie także lecz wolę robić inne rzeczy - wymruczałem melodyjnie przysuwając moją twarz bliżej jego.

    OdpowiedzUsuń
  174. - Przy Tobie to nie jest takie łatwe - mruknąłem w jego usta. Pocałowałem go kładąc ręce na jego twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  175. Liam:

    Szatyn poprawił pasek skórzanej torby, którą niedawno sobie sprawił, a następnie przeszedł kilka kolejnych kroków. Jego wzrok wbity był w leśną ściółkę i nadzwyczaj uważny - jak zawsze podczas poszukiwania nowych ziół, których właściwości należało zbadać. Chłopak przystanął i wyciągnął z torby gruby zeszyt o lekko pożółkłych kartkach. Szybko przerzucił pierwsze strony i przesunął wzrokiem po rysunku jednej z roślin, której od dawna poszukiwał.

    OdpowiedzUsuń
  176. Liam:

    Szatyn przystanął i wbił wzrok w jedno z słów, którego nie mógł w żaden sposób rozczytać. Przesunął palcem po wyrazie i zmrużył oczy, z nadzieją, że mu to w czymś pomoże.
    - Cholerny ołówek - stwierdził, zatrzaskując zeszyt, który później schował do największej kieszeni torby.
    Wydymając lekko wargi, rozejrzał się po okolicy, a jego wzrok spoczął na chłopaku, którego poznał nie tak dawno. Kąciki różowych ust Liama uniosły się ku górze, kiedy ruszył w kierunku szatyna.
    - Cześć - przywitał się radośnie.

    OdpowiedzUsuń
  177. Liam:

    Chłopak przeczesał dłonią grzywkę, a później posłał szatynowi uroczy uśmiech. Nie zwrócił przy tym uwagi, na smoka siedzącego na ramieniu Leo - w końcu taki widok był dla niego chlebem powszednim.
    - Szukam ziół - powiedział zgodnie z prawdą, poklepując lekko torbę. - Jednego jak na złość nie ma nigdzie w okolicy - prychnął z wyraźnym niezadowoleniem.

    OdpowiedzUsuń
  178. Liam:

    - Byłoby mi bardzo miło - powiedział z radosnym uśmiechem i wyciągnął zeszyt z torby.
    Szybko przerzucił kolejne kartki i podsunął pod nos szatyna rysunek poszukiwanej rośliny. Z tego, co wyczytał w różnych źródłach oraz dowiedział się od innych zielarzy, to zioło można było znaleźć wyłącznie w górach lub nieopodal nich.

    OdpowiedzUsuń
  179. Liam:

    Liam wydął wargi i powoli pokręcił głową, chowając do torby zeszyt, a w zamian wyciągając coś innego.
    - Pamiętałem, że tutaj mieszkasz - wręczył szatynowi nieduże, kartonowe pudełko. - I pomyślałem, że jak na ciebie wpadnę to ci to dam - dodał z uśmiechem, gdy oczom młodszego chłopaka ukazało się kilka kolorowych muffinek.

    OdpowiedzUsuń
  180. - Którą przyszłość? Moją czy raczej taką przyszłość-przyszłość, z robotami i podróżami w kosmos dla wszystkich? - zapytałem.

    OdpowiedzUsuń
  181. - Nie jestem pewien... Myślę, że chciałbym być z kimś na stałe. Chciałbym, żeby Tenebris był szczęśliwy, na przykład z Aquarellem. Marze, żeby piekarnia się rozwinęła, chciałbym też, żeby Liam był szczęśliwy. Oczywiście mam nadzieję, że z Niallem. Żebym z Justinem się jeszcze przyjaźnił. I żebyś Ty był szczęśliwy z kimś kogo pokochasz - powiedziałem z uśmiechem. - A jak Ty sobie to wszystko wyobrażasz?

    OdpowiedzUsuń
  182. Liam:

    - Może być herbata, skoro nalegasz - wywrócił oczami z uśmiechem, idąc za szatynem w kierunku jego domu. - Jak ci minęły ostatnie dni? - zapytał z zaciekawieniem, zerkając na niego.

    OdpowiedzUsuń
  183. - Jakie fobie? - zapytałem patrząc na niego.

    OdpowiedzUsuń
  184. Liam:

    Chłopak wzruszył ramionami i usiadł na jednym z foteli, rozglądając się z zaciekawieniem po pomieszczeniu.
    - Całkiem nieźle - powiedział, a między jego brwiami pojawiła się mała, pionowa kreseczka zdradzająca, że nie mówi całej prawdy.

    OdpowiedzUsuń
  185. - Musisz się przełamać. Skąd masz wiedzieć czy ktoś Cię nie pokochał skoro nie dajesz tej osobie podejść bliżej. Zaangażuj się. Chociaż raz. Powiedz, że kochasz i chcesz być kochany. Jestem pewny, że wyjdzie Ci to na dobre - powiedziałem uśmiechając się do niego szeroko.

    OdpowiedzUsuń
  186. - Cassandra Clare, Miasto Kości - mruknąłem dobrze znając cytat. - Ciesze się, że dałeś mi się zbliżyć. To wiele dla mnie znaczy. A jeśli tak sądzisz to bardzo mi przykro, ale chciałbym Cię zniszczyć... - ostatnie zdanie mruknąłem prawie nie słyszalnie mając jednak cichą, bardzo cichą nadzieję, że usłyszał.

    OdpowiedzUsuń
  187. Moje oczy rozszerzyły się lekko. - Spróbuję - powiedziałem odwracając głowę i całując go z uczuciem.

    OdpowiedzUsuń
  188. - Wiesz, że właśnie nieświadomie zgodziłeś się mnie pokochać? - powiedziałem wpatrując się w jego ciemne oczy z szerokim uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
  189. Liam:

    - Nic, czym należałoby się przejmować - odparł z uroczym uśmiechem, bawiąc się paskiem swojej torby. - No naprawdę! - dodał, czując na sobie palący wzrok młodszego chłopaka.

    OdpowiedzUsuń
  190. - Tak, ja także się do tego zobowiązałem ale nie sądzę by to był duży problem - zaśmiałem się i zarumieniłem. - Rumienisz się! Znowu! - powiedziałem patrząc jak czerwony kolor wkrada się na jego jasną cerę.

    OdpowiedzUsuń
  191. - Nie bo zniszczysz sobie cerę - powiedziałem gładząc jego ciepły policzek. - Sądzę, że nie. Już i tak darzę cię jakimś dziwnym i pokręconym uczuciem, którego jeszcze nie czułem.

    OdpowiedzUsuń
  192. Liam:

    Szatyn zarumienił się lekko, słysząc jego słowa.
    - To naprawdę nic takiego - stwierdził z uśmiechem, jak zawsze poprawiając grzywkę. - Dwa małe spięcia i tyle.

    OdpowiedzUsuń
  193. - Zacznijmy od tego, że ja nigdy nie będę mieć Cię dość - powiedziałem patrząc na niego z uwielbieniem. - A wtedy powiem "Masz wspaniałą cerę, dobrze, że nie pudrowałeś tych słodkich rumieńców, Kochanie. Uwielbiam Cię" i Cie pocałuję, o tak - powiedziałam i pocałowałem go namiętnie i z miłością.

    OdpowiedzUsuń
  194. - Tak faktycznie nic ważnego. - zaśmiałam się patrząc na chłopaka i smoka na nim. - Fuego chodź, bo cię kolega zje. - wzięłam go na ręce i przytuliłam do siebie. W pierwszej chwili widać było, że młody się przestraszył, ale teraz wyrywał się tak mocno, że w końcu musiałam go puścić. Podeszłam do chłopaka i kiedy smok z niego zszedł podniosłam krzesło i wyciągnęłam ku niemu rękę.

    OdpowiedzUsuń
  195. -No gdzie się odsuwasz? - powiedziałem udając złego. - Co masz na myśli mówiąc, że jestem uparty? I że nie tylko ja?

    OdpowiedzUsuń
  196. Liam:

    Chłopak przytaknął z uśmiechem i wziął w dłonie jeden z kubków. Przesunął palcem po porcelanowym uchwycie, a później uśmiechnął się.
    - Królewna Śnieżka? - zachichotał, pokazując młodszemu chłopakowi obrazek na naczyniu.

    OdpowiedzUsuń
  197. - Jak się martwisz o moje zmarszczki to wracaj tu, nie? - powiedziałem wyciągając szyję by dosięgnąć jego ust lecz nie udało mi się to. - Czy Ty aby nie sugerujesz, że nie chcesz ze mną być? -zmarszczyłem brwi.

    OdpowiedzUsuń
  198. - Niech Ci będzie - podniosłem się z jego kolan i ucałowałem go. - No, na razie wystarczy. Powtórzymy to za 30 sekund - powiedziałem śmiejąc się.

    OdpowiedzUsuń
  199. - Miło mi cię poznać Spiro. - uśmiechnęłam się i pogłaskałam smoka. - Jest śliczny. - posłałam Leo śliczny uśmiech. - Nie tak śliczny jak Fuego, ale i tak śliczny. - zaśmiałam się cicho. - A teraz musimy iść. Fuego chodź. - zawołałam smoka i zaraz usadowił się w torbie.

    OdpowiedzUsuń
  200. - Wiesz, że gdyby nie tlen nie dałbym Ci spokoju, prawda? - zapytałem cmokając go po każdym słowie.

    OdpowiedzUsuń