26.05.2013

Zayn Colfer



Zayn Colfer | 20 lat | W związku | Piekarz


Czy musisz wiedzieć więcej?
Nie musisz, ale chcesz, co?
Oczywiście.

W wieku 14 lat dostał niezwykłe przepiękne, krystalicznie białej jajo. Było zbyt duże na kurze lub ptasie więc zainteresowało Zayna. Po paru tygodniach wykluł się z niego mały smok. Z początku był ciemnoniebieski, z czasem zmieniał odcień aż w końcu zmienił go na biały, niczym śnieg. Gdy rodzice Zayna dowiedzieli się o małym podopiecznym Mulata chcieli mu go odebrać lecz Zayn postawił się.
 Nie zakończyło się to najlepiej...



Smok Zayna jest Smokiem Powietrza o imieniu Tenebris. Jest on biały, bez żadnej większej skazy,na ogonie i wokół szyi jego łuski przybrały piękny odcień błękitu, ma wyjątkowo ciemne, granatowe oczy, choć w różnych oświetleniach mają różne odcienie.. Tenebris jest smokiem nieufnym lecz bardzo łatwo przywiązuje się do nowo poznanych, czy to ludzi, czy to smoków. Jest inteligentny i sprytny, poradzi sobie w każdych okolicznościach. Uwielbia pozować do dzieł Mulata. Za wszelką cenę broni swoich bliskich.



Kiedyś mieszkał w małej chatce na polanie, za miastem. Teraz mieszka z Leo, swoim chłopakiem, w jego domu w górach.

2 928 komentarzy:

  1. [Musze ogarnąć o co w tym chodzi xD]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Odpowiedzi dajesz u mnie nie u siebie, to tak po pierwsze. A tak to już leci samo. Ja cos pisz u cb jako moja postać a ty odpisujesz, na daną sytuacje u mnie. To tak w skrócie :))]

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałem ochotę płakać dokładnie dziś była czwarta rocznica śmierci matki. szedłem do miejsca gdzie pochowałem jej ciała. A cisnące mi się do oczu łzy przesłaniały mi drogę. Przed chwilo miałem ostatniego klienta, zabawiał się dłużej i ostrzej niż zwykle. Dlatego, cały byłem poobdzierany i posiniaczony. Miałem na sobie poobdzierane ubranie, a każdy ruch bolał niemiłosiernie. Jednak szedłem szybkim krokiem, nie chciałem zbliżać się do mogiły w takim stanie. Ale zależało mi, żaby być tak dzisiaj, żeby zdążyć przed północą, to w końcu rocznica. Nawet nie wiem kiedy na kogoś wpadłem i wylądowałem na ziemi sycząc z ogromnego bólu który przeszedł moje ciało przy zetknięciu z twardym podłożem.

    OdpowiedzUsuń
  4. -Nie to ja pozapraszam, to ja na ciebie wpadłem. Nic mi nie jest, spokojnie, po prostu się spieszę. Musze już iść. -chciałem wstać, ale znów upadłem. Cholera, byłem wycieńczony i cały obolały, znów syknąłem kiedy obrzydły ból zalał moje ciało.

    OdpowiedzUsuń
  5. [Żądam wątku! Nie przyjmuję odmowy (: Masz do wyboru moje dwie postacie: Castiel i Niall. Ja już coś tam naskrobię.]

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurwa nie miałem czasu na rozmowy. A, najlepszym sposobem na odstraszanie ludzi w moim przypadku był prawda wiec...
    -To, to nic jeden z klientów miał gorszy dzień i bił bardziej niż zwykle. Ale spokojnie dopłacił wiec nie ma co się przejmować. Niestety nie mogę gadać bo spieszę się ma grób matki która nie żyje przeze mnie. A teraz przepraszam. -chciałem wstać, ale przeszywający ból znów sprowadził mnie na ziemie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Castiel szedł zatłoczoną ulicą miasteczka, jak zwykle zdenerwowany na cały świat. Ostatnio nie miał jak zarobić, a jego oszczędności już się kończyły. Zostało mu tylko kilka groszy na chleb. Dosłownie kilka. Wdrapał się po schodkach do piekarni, z której w promieniu kilkunastu metrów było czuć piękny zapach wypieków. Otworzył drzwi, a dzwoneczek informujący o przybyciu klienta wesoło zadzwonił.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  8. -Tak, ale to nie na cmentarzu, tylko tam dalej pod tym wielkim dębem. -wskazałem chłopakowi miejsce. Nie wiedziałem czemu to robi, ale zdawałem sobie sprawę, ze sam nie dam rady,a musiałem tam być.

    OdpowiedzUsuń
  9. Piekarz był, aż zbyt radosny. Wszyscy są zbyt radośni, by żyć w mrocznym świecie Castiela.
    - A co mogę dostać, z to? - zapytał i położył kilka monet na ladę z nadzieją, że stać go chociaż na najtańszy chleb.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  10. Chłopak zastawił mnie przy pozornym nagrobku. Uklęknąłem ostatkiem sił i zacząłem swoją litanie. znów przepraszałem matkę, błagałem o wybaczenie i przysięgałem zając się smokiem którego mi powierzyła. Biedny musi siedzieć sam kiedy idę do pracy, jednak gdybym go zabrał był by bardziej narażony. Kiedy skończyłem, zaczęło już świtać. Odwróciłem się pewien, ze od dawna jestem sam, jednak pod brama nadal czekał ten chłopka. Zatkała mnie, stał tam całą noc?

    OdpowiedzUsuń
  11. Westchnął i popatrzył na swoje ostatnie grosze. Czeka go ciężka noc.
    - To ja poproszę rogalika - wymamrotał.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  12. -Tttak, ale co ty tu jeszcze robisz? Już ranek. Minęło z 5 godzin. -stałem jak słup soli.

    OdpowiedzUsuń
  13. - Chwila - zatrzymał się gdy już miał wychodzić - tu... jest za dużo jedzenia - powiedział patrząc na piekarza.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  14. -Ja, ja dam radę. Powiedziałem, ale po wykonaniu kilku kroków prawie się przewróciłem. Nigdy jeszcze nie byłem w tek złym stanie po sesji z klientem.

    OdpowiedzUsuń
  15. - Tak... za nic? - spytał z niedowierzaniem.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  16. -A wyglądam jak bym w jakiej dzielnicy mieszkał. -sarknąłem, chyba widać, skąd jestem gołym okiem, do tego wczoraj jeszcze pochwaliłem mu się swoim zawodem więc, raczej nie powinien mieć trudności z odgadnięciem.

    OdpowiedzUsuń
  17. Cass przeżył największą walkę z samym sobą w ostatnim czasie i po krótkiej chwili wahania powiedział:
    - Nie mogę tego tak po prostu wziąć.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  18. -Gdzie ty mnie ciągniesz? -próbowałem się wyrwać. -Mam mieszkanie fakt, że w tej najgorszej dzielnicy i, że jest obskurne, ale jednak je mam. I tam chce wrócić. -powiedziałem, byłem zmęczony wszystkim co się dzieje dookoła.

    OdpowiedzUsuń
  19. Cassowi albo się przesłyszało, albo czarnowłosy dodał, żeby wrócił. Cóż chętnie, jak będzie miał czym zapłacić.
    - Nie potrafię ta po prostu wyjść i tego zjeść, kiedy wiem, że za to nie zapłaciłem.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  20. -Więc, mnie zostaw jak cie prosiłem na początku. -warknąłem i wyrwałem się chłopakowi sunąc powoli w stronę, mojej obskurnej dzielnicy.

    OdpowiedzUsuń
  21. Przechylił głowę i wycofał się do drzwi sklepu.
    - Zapłacę jeszcze dziś - wymamrotał i wyszedł na dwór, zastanawiając się w jaki sposób tak szybko znajdzie klienta.
    ~Castiel
    [Kończymy ten i zaczynamy nowy wątek, czy kontynuujemy?]

    OdpowiedzUsuń
  22. -Powiedziałem, że idę sam. Nie chce, żebyś się litował, wracaj do siebie. -powiedziałem ze swoim stoickim spokoje, no czyli wracam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  23. -Najpierw do dzielnicy dziwek, a dalej poinstruuje cie na miejscu. -wymamrotałem i wściekły pozwoliłem sobie pomóc.

    OdpowiedzUsuń
  24. [No dobra to kontynuuję. Powiedzmy, że to kilka godzin później]
    Cass wracał z jakiegoś badziewnego hotelu, w którym ryzyko zarażenia HIV podczas brania prysznica wynosiło dziewięćdziesiąt procent z wystarczającą ilością pieniędzy, by opłacić swoje długi. Przeskoczył po dwa schodki do piekarni i otworzył drzwi.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  25. Po dojściu na miejsce, poinstruował go i po paru minutach byliśmy w moim mieszkaniu.Kiedy chłopak je zobaczył, wyglądał na lekko przerażonego, nawet jego karnacje przestała być nagle widoczna, tak blady się zrobił.
    -Jest dobre, większość takich jak ja śpi pod mostami czy w zaułkach ulic. -powiedziałem. -Wchodzisz? -raczej byłem pewien, że odejdzie.

    OdpowiedzUsuń
  26. -Tak tam, wskazałem, na małą szafkę z lekami. - sam w tym czasie ułożyłem się na małej kanapie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Co za dziwny chłopaka, co on sobie wyobraża? Wkurzony całą sytuacją postanowiłem się przespać.
    Po obudzeniu ogarnąłem się, pozdejmowałem opatrunki. Rany nadal były, ale już o wiele mnie widoczne. Goi się na mnie jak na psie, ciało się do tego przyzwyczaiło. I udałem się do tej piekarni. Chciałem zobaczyć minę tego chłopaka, kiedy zobaczy jak wyglądam, pewnie nie uwierzy, że można się tak szybko goić. Wziąłem pieniądze i Eragona, po czym poszedłem po swój potor i po 10 minutach wchodziłem do piekarni.

    OdpowiedzUsuń
  28. [Mój smok nie lubi ludzi wiec mi go nie rozpieszczaj ;p]
    -Tak smok. To, aż tak dziwne, ze go mam? -zapytałam. -Daj mi coś do jedzenia, o dzięki za dzisiejszą noc. -rzuciłem ze swoim lubieżnym uśmieszkiem, jestem pewien, ze załapał podtekst.

    OdpowiedzUsuń
  29. Chłopak oblał się rumieńcem, a ja uśmiechnąłem pod nosem.
    -Um, rogalik i to nadziany. -sam nie wiedziałem co pierdole, ale posyłając mu zalotne spojrzenia i uśmieszki, widziałem tylko jak zaczyna płonąć. -Pycha. -przysunąłem się do niego i odebrałem rogalika, delikatnie gładząc jego dłoń. Cholernie uroczy.

    OdpowiedzUsuń
  30. -Jego się pytaj, ja tu mam niewiele do gadania. -Eragon fuknął i chciał opuścić piekarnie. -No ej, przecież cie nie pogryzie pozwól mu! -smok popatrzył na mnie prychnął, ale wrócił i ustawił się przed chłopakiem. Ja usiadłem na ladzie obok mulata i delikatnie "przypadkowo" otarłem nasze ramiona.
    -Jestem Justin. -wyszeptałem wprost do ucha chłopaka. -A, ty? -wymruczałem, przerzedzając opuszkami palców po jego ramieniu.

    OdpowiedzUsuń
  31. -Niezły jesteś? -powiedziałem ale mój uwodzicielski ton i koszący uśmiech nadal pozostawały na swoim miejscu. -Co robisz po pracy? -zapytałem kusząco oblizując usta, wiedziałem, że to widział.

    OdpowiedzUsuń
  32. -W sumie to chciałem się, za te nic odwdzięczy... -zawiesiłem głoś szeptając mu do ucha. -..co ty na to?

    OdpowiedzUsuń
  33. Patrzyłem w oczy chłopaka, kiedy pokazywał mi rysunek. Wyglądał na speszonego i podnieconego równoczesne, spojrzałem na szkic.
    -No, niezły jesteś. Ludzi też rysujesz?

    OdpowiedzUsuń
  34. Lucyfer Kurtz27 maja 2013 08:19

    [wątek pewnie, tylko z pomysłem krucho. Mogą się gdzieś przypadkiem spotkać, albo może Kastro zaatakuje Zayna i jego smoka, ale wystarczająco szybko pojawi się Kurtz i zatrzyma swojego pupila.]

    OdpowiedzUsuń
  35. -Hymm, albo mi się wydaje, ale mnie też rysowałeś, co? -zapytałem delikatnie chwytając podbródek chłopaka i zmuszają go tym, aby spojrzał mi w oczy. -Pokarzesz?

    OdpowiedzUsuń
  36. Podreptał do lady i wyciągnął z kieszeni pieniądze, które dokładnie przeliczył i wyłożył na ladę.
    - Mam nadzieję, że dobrze policzyłem - uśmiechnął się delikatnie na ułamek sekundy.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  37. Kurtz miał coraz większy kłopot ze swoim smokiem, nie mógł go upilnować. Ta wściekła bestia na wszystkich warczała i każdego atakowała. Tym razem stracił go z oczu tylko na chwilę, dosłownie parę sekund i to wystarczyło.
    - niech szlag trafi tego smoka - burknął do siebie rozglądając się. Miał gdzieś ludzi którzy mogli stać się ofiarą Kastro, ale gorzej gdyby jego pupil trafił na większego smoka i to właśnie martwiło chłopaka. Przebiegł kilka ulic, aż nagle usłyszał czyiś krzyk. Skręcił w tamtą stronę i dostrzegł nieznajomego i swojego smoka.
    - Kastro ! - krzyknął na niego. Krwiste ślepia podniosły sie na Lucyfera, a warkot umilkł.- Puść go ! - podszedł bliżej i podszedł do nieznajomego, pomógł mu wstać kiedy tylko gad odsunął się.- sorry za niego - rzucił niedbale.

    OdpowiedzUsuń
  38. - To nic - wymamrotał i drapiąc się w tył głowy. - Tak. Było na prawdę smaczne - przestąpił z nogi na nogę, obolały po 'zarabianiu'.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  39. -Dobrze, wiec o której kończysz? Kupię jakiś alkohol i odprowadzę cie do domu gdzie go spożyjemy. Chyba, ze wolisz iść do mnie w co wątpię. To jak? -uśmiechnąłem się seksownie.

    OdpowiedzUsuń
  40. Przeczucie było dobre, to co wszystko widzieli to była jedynie umiejętność bycia super aktorem. Tak było mu łatwiej, no i przecież nie mógł być łagodny, przyjazny z takim imieniem, gdzie dodatkowo przez tyle lat słuchał kpin ze strony innych kiedy komentowali to jak go nazwał ojciec.
    Patrzył za nim, nagle poczuł jak Kastro szturcha go w plecy by poszedł za chłopakiem.
    - jesteś nienormalny - powiedział do smoka i mimo wszystko poszedł za nim.- może tak postawię ci piwo w zamian za to że zostałeś ranny - powiedział z ledwo słyszalnym rozbawieniem.

    OdpowiedzUsuń
  41. -Uśmiechnąłem się jeszcze raz.
    -Przyjdę po ciebie za 30 min. -puściłem chłopakowi oczko i poszedłem po jakieś mocne trunki.

    OdpowiedzUsuń
  42. - Tak, jest zwyczajnie - odpowiedział na pierwsze pytanie, jednocześnie zastanawiając się nad odpowiedzią na drugie. Co jak co ale tyłek bolał go chyba najbardziej. - Chyba... postoję.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  43. [Pijemy]
    Po trzydziestu minutach, z torbą pełną alkoholi na które wydałem przeciętną 'dniówkę' jeśli wiecie co mam na myśli, czekałem na Zayna przed piekarnią.

    OdpowiedzUsuń
  44. - Zazwyczaj jestem zmarnowany - przyznał się patrząc na czarnowłosego z dołu. Nienawidził być niski. Przez chwilę poczuł piekący ból podłużnej rany na plecach i skrzywił się delikatnie na ułamek sekundy.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  45. - nie martw się ręki przez to nie stracisz - powiedział spokojnie.- chodź, pomogę ci to chociaż opatrzyć - mruknął. Nie wiedział czemu, ale nawet małe zadrapania po pazurach Kastro strasznie się paprały gdy nie były odpowiednio oczyszczone.
    Skręcił nieco w bok by skierować się w stronę swojego domu.

    OdpowiedzUsuń
  46. [No dobrze, a masz jakiś pomysł? Jakie mają być ich relacje?(:]

    Fred

    OdpowiedzUsuń
  47. Chłopak miał naprawdę ładne chatkę, nie to co moje "coś" które nazywam mieszkaniem, ale cóż tak bywa.
    -Gdzie to postawić. -wskazałem na torbę z drogimi alkoholami.

    OdpowiedzUsuń
  48. Czyli tez ma smoka. Postawiłem pakunki i rozsiadłem się wygodnie, czekając na chłopaka. Był naprawdę seksowny i cholernie uroczy, cóż za połączenie.

    OdpowiedzUsuń
  49. - To na prawdę nic takiego - wymamrotał między głębokimi oddechami. Nie chciał by szatyn wiedział o jego zawodzie.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  50. Poszedłem pod wskazana ścianę i mnie zatkało.
    -Jesteś niesamowity! -krzyknąłem, te szkice były piękne.
    Przejechałem wzrokiem po wszystkich nie mogąc się powstrzymać z zachwytu. Normalnie tak nie reaguje, ale chłopak ma talent. Po chwili moje ciemne tęczówki natrafiły na mój portret. O kurwa, czyli to tak wtedy wyglądałem. Zrobiło mi się okropnie kiedy pomyślałem, ze chłopak widział mnie takiego. Żałosna dziwka, było jedynym co przyszło mi na myśl. Nawet nie wiem kiedy oczy mi się zaszkliły.

    OdpowiedzUsuń
  51. [Czy Ty mi właśnie proponujesz Zarry'ego *.* ?]

    Fred

    OdpowiedzUsuń
  52. - Nie kłamię. Jak dla mnie to nic takiego - powtórzył uparcie.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  53. Zaśmiałem się.
    -Wszystko w porzadku, po prostu podziwiam jak żałosny jestem. -wskazałem na rysunek. -Ale, cóż w końcu jestem tylko zwykła dziwka. -znów się zaśmiałem, ale nie tak przerażająco tylko jakby naprawdę mnie to bawiło. Przetarłem oczy rękawem bluzy. -To co pijemy, Zayn -uśmiechnąłem się uwodzicielsko. Po co się użalać nad sobą skoro i tak nic z tym nie zrobię. A podziękować chłopakowi muszę. I chce bo jaka inna osoba, pomogła by takiemu "czemuś" jak ja, szczególnie z tego zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  54. [Ostatnio mam ogromną fazę na Zarry'ego, więc nawet nie wiesz, jak bardzo! Masz gg? Ustaliłybyśmy szczegóły wątku]

    OdpowiedzUsuń
  55. Nie odpowiedziałem na słowo chłopaka, nie chciałem mówić mu o sobie wszystkiego. Bo tylko tak mógł bym go przekonać do tego, że jestem nic nie wart. przechyliłem kieliszek i flirciarsko się uśmiechnąłem.

    OdpowiedzUsuń
  56. Chłopak otarł się o moja dłoń i czułem jak przechodzą przez niego dreszcze. No, czyli będzie zabawnie pomyślałem. Chłopak jest naprawdę seksowny i uwodzicielski, to miła odmiana jak dla mnie.
    -A, na co masz ochotę. -spytałem nachylając się do jego ucha i składając za nim delikatny pocałunek. Po czym jakby nigdy nic odsunąłem się ponownie nam polałem.

    OdpowiedzUsuń
  57. Chłopak spuścił głowę i szybko opróżnił kieliszek. Wiedziałem, że mu się podobam, więc co mi szkodzi. Podniosłem jego podbródek dwoma palcami...
    -To, może ja coś zaproponuje, hym? -... i wpiłem się w jego usta, obejmując w pasie.

    OdpowiedzUsuń
  58. Chłopak znów zarumienił się i spuścił wzrok. Chciałem go powrotem pocałować, ale nie podniósł głowy.
    -Hej, Zayn coś nie ta, jeśli nie chcesz to przepraszam wydawał mi się, ze ci się podobam.

    OdpowiedzUsuń
  59. -Dłużej?... -wypowiedziałem osłupiały odrywając się od chłopaka. -O czym ty mówisz? Jak to dłużej? Chyba nie myślisz, że my... że, to... że to mogłoby być coś więcej? Ja jestem dziwką Zayn. Możesz mnie całować, chcieć żebym ci obciągnął, pieprzyć mnie, czy nawet bić, a a potem zapomnieć. Na tym to polega.

    OdpowiedzUsuń
  60. O kurwa, co tu się właśnie stało? Czy on... czy ja... to przeze mnie, przeze mnie uciekł, wyglądał jak by miał płakać. Ale czemu...ja...ja go nie rozumiem... czego on chce.... przecież chciałem, chciałem mu pozwolić na wszystko. Chciałem, żeby się zabawił, nie wziął bym pieniędzy. Co...co to było? Czy on naprawdę myślał, o...o byciu razem...ze mną... przecież to świetny chłopak. A ja nie mam nic, nie umiem nic, sprzedawanie się to jedyne co umiem. To nie możliwe, nie wierze musiałem coś źle zrozumieć. Ale jego słowa przecież, teraz wszyscy biją i nie wierze, że ktokolwiek potem pamięta, może moje jęki bólu, ale nie mnie. Poczułem się okropnie, przecież jestem zwykłą dziwką. Ale on mówił, ze dla niego nie. Pomógł mi, opatrzył...muszę do niego iść. Poszedłem w stronę gdzie przed chwilą zniknął chłopak. Siedział na łóżku zwinięty w kłębek i szlochał. Kurwa to moja wina! W moich oczach tez wezbrały łzy, ale nie pozwoliłem im wypłynąć. Podszedłem do Zayna, chwyciłem jego podbródek i wpiłem się gwałtownie w jego tak idealne wargi. Przewróciliśmy się na poduszki, wylądowałem na chłopaku nadal namiętnie go całując. Chciałem dać mu rozkosz jakiej jeszcze nie zaznał, bo był jej wart.

    OdpowiedzUsuń
  61. Zachowywał się dziwnie oddał pocałunek, ale kiedy się od niego oderwałem zobaczyłem w jego pięknych karmelowych tęczówkach niepewność. Tak jakby był rozdarty pomiędzy przyjemnością i rozsądkiem. Wydawał się walczyć ze sobą, a ja nie zamierzałem go zmuszać. Zacząłem powoli z niego schodzić, w myślach miałem powrót do domu kiedy Zayn pociągnął mnie do namiętnego pocałunku, pełnego pożądania. Całowaliśmy się długo i zachłannie, jednak po oderwaniu naszych warg, nie pozwoliłem mu na żaden inny krok. Unieruchomiłem jego nadgarstki, tuż nag głową i delikatnie z nuta wyczucia i troski musnąłem jego usta. To był pierwszy taki pocałunek w moim życiu, był tak inny od tych do których byłem zmuszony przywyknąć. Spojrzałem w oczy chłopaka i puściłem jego ręce.
    -Zayn widzę, że to nie ty, ze tak do końca tego nie chcesz. Nie wiem czemu, może to coś we mnie ci przeszkadza, może to sama idea tego współżycia. Ale my nie powinniśmy. -posłałem u uśmiech i delikatnie musnąłem ustami jego policzek chodząc z niego. -Jesteś cholernie idealny, i mam pewność, że znajdziesz kogoś równie idealnego i wtedy nie będziesz miał oporów. Ja robię to z każdym, ty zasługujesz na kogoś kto będzie tylko twój, a ty tylko jego. Zasługujesz na coś, czego ja nie potrafię ci dać, czego nikomu nie potrafię dać, ja już w to nawet nie wierze, ale tobie mimo wszystko togo życzę... miłości Zayn, zasłużyłeś na prawdziwą miłość. Na uczucie tak czyste i doskonałe jak ty. Znam cie dobę, a wiem, że taki jesteś i to jest niesamowite wiesz? Ty jesteś niesamowity, nie zmarnuj tego na kogoś takiego jak ja, bo nie warto kochanie. -ostatnie słowo wyszeptałem w nadziei, że nie usłyszy. -Pójdę już. -powiedziałem i pocałowałem czoło chłopaka. Odwróciłem się w stronę drzwi, a moje oczy zaszkliły się, musiałem stąd jak najszybciej uciec. Nie chciałem zmarnować życia tego pięknego mulata, tak jak zrobiłem to ze swoim marnym już żywotem.

    OdpowiedzUsuń
  62. To, co mówił... wszystkie te słowa, on... on był tak wspaniały. Ale przecież ja jestem, dziwka i to wcale nie najdroższą, a on... On jest normalny, ma zwykła pracę, zapewne przyjaciół rodzinę. Ja nie mam nic po za maleńkim jednopokojowym mieszkankiem i... i... i w sumie to już nic więcej nie mam. A, non śmie nazywać mnie swoim ideałem, mówić, że jestem wspaniały, że coś wary, ze coś znaczę i to dla niego... dla najwspanialszej istoty jaka spotkałem? Wyznaje mi miłość, chce marnować swoje uczucia?
    -Jesteś głupi Zayn... -spojrzałem na niego z niewzruszonym wyrazem twarzy. Widziałem jak jego oczy zaszkliły się ponownie tego dnia przeze mnie, przez moje słowa, a przecie nigdy nie chciałem sprawić mu bólu. -A może okrutny? -wyszeptałem. -Nie możesz mówić takich rzeczy, komuś takiemu jak ja. -Zginął bym, jeśli bym w nie uwierzył. Bo ktoś tak doskonały, nie możne kochać kogoś tak zbrukanego. Nawet jeśli teraz tak ci się wydaje, nawet jeśli wierzysz w to całym sercem, nawet jeśli moje błaga bym też uwierzył, to to nie możliwe. To chwilowe zauroczenie, coś co pryśnie jak bańka mydlana, rozrywając moja duszę i serce na strzępy. Coś co da mi nadzieje, a potem obedrze z niej zdzierając razem ze skóra, aż zostaną same kości. A, ja i tak umiał bym być ci tylko wdzięczny za to, że choć przez chwile mogłem oddychać twoim zapachem. Ale ciebie by to również zniszczyło, wypaliło, zbrukało i zabrudziło idealną dusze i czyste serce. A na to nie pozwolę nie jestem, aż tak samolubny. -pocałowałem go, a łzy lały się już strumieniami po mojej twarzy. -Nie pozwolę żebyś zmarnował cały swój ideał, bo chyba cie kocham, Zayn. -przetarłem ręką łzy spływające po twarzy chłopaka przede mną i delikatnie z ta cholerna miłością która mnie rozpierała musnąłem jego usta w tak bolesny, bo pożegnalnym z mojej strony pocałunku. Planowałem, po nim uciec i omijać chłopaka. Chciałem żeby mógł normalnie żyć, bez ciężaru jakim jestem dal świata, a nie chcę być nim też dla niego.

    OdpowiedzUsuń
  63. [przepraszam że nie odp. ale jestem na telu bo mój komp się zbudował ale postaram się zbudował zabrać laptopów brata i ci odp.]

    OdpowiedzUsuń
  64. Uciekałem od chłopaka, widziałem ja pada na kolana i plącze. Odszedłem jak najszybciej, nie mogłem patrzeć. Wiem ze gdybym się obejrzał, to bym został, a to tylko bardziej zaszkodziłoby mu. Jestem toksyczny, zawsze raniłem ludzi których kochałem, w końcu to z mojej winy straciłem matkę. Jestem winny jej cierpienia, od początku do końca, jej załamania, a nawet jej śmierci. Nie pozwolił bym, żeby coś takiego spotkało jeszcze jedną osobę na której pierwszy raz od czterech lat mi zależy. Ten chłopaka jest tak inny, tak ciepły, miły, delikatny jest jak porcelanowa zastawa na którą nigdy nie wolno mi było nawet patrzeć, żebym jej nie zniszczył. I właśnie tak samo jest z Zaynem, nie mogę pozwolić sobie nawet na krótkie spojrzenia, nie mówiąc już o zatonięciu w tych anielskich tęczówkach.
    Dni mijały mi na wspominaniu ust chłopaka, jego dotyku i tej subtelności, tego jak pięknie do mnie mówił i jak wspaniały był przekaz jego słów. I choć nie miał co do mnie racji, co do mojej wartości, to i tak przypominają sobie jego piękne wyznania potrafię się tylko uśmiechać. Odkąd u niego byłem nie potrafię wziąć klienta, zawsze nie wybrzydzałem, szedłem z każdym który mnie chciał, teraz odrzuciłem nawet stałego bywalca. Czemu? Czo takiego było w tym chłopaku, że nie mogę wrócić do mojego marnego życia? Nie potrafię pozwolić im się dotykać, tak jakby Zayn złożył rezerwacje na moje ciało i nikt inny nie miał by do niego prawa. Zawsze miałem wielu kentów więc mam oszczędności, ale na jak długo wystarczą? Może na 2 czy 3 tygodnie, a co potem? Musze wziąć się w garść. Dziś wychodzę kogoś znaleźć.
    Jak zwykle przechadzałem się ulicami, dzielnicy w której możesz znaleźć najlepszego złodzieja i najtańsza dziwkę.
    -Hej, Justin wróciłeś. -usłyszałem głos jednego ze stałych klientów.
    -Byłem chory, ale już okey, a co tęsknił pan? -wymruczałem przygryzając wargę i zbliżając się do mężczyzny.
    Ten tylko uśmiech na się chytre i pociągnął w stronę obskurnego motelu, który funkcjonuje już tylko dzięki temu ze można tam szybko i nie na widoku przelecieć dziwkę. Wepchną mnie do jednego z pokoi i zerwał moją koszulkę, reszto ubrań poleciała szybko. Chciał mnie pocałować ale obróciłem się, przypominając sobie jak idealnie usta Zayna pasowały do moich. Czy to, już zawsze będzie mnie prześladować?
    -A ty co. -warknął
    -Przepraszam, mam jeszcze chore gardło i ie chce pana zarazić, wymruczałem mu do ucha i upadłem na kolana... Przedstawienie czas zacząć. P dwóch godzinach i cały obolały opuściłem obskurny pokoik, mają w kieszeni całkiem niezłą sumkę. Ale w mojej głowie wszystko, aż chuchało ciągle wiedziałem tego boskiego mulata, przed sobą. Pobiegłem czym prędzej do domu i wsiadłem na motor, jeździłem do późnej nocy, czasem wydaje mi się, że to jedyne co możne mnie uspokoić. Jednak tym razem nawet to ie pomogło, wpadłem do mieszkania jak burza i wygrzebałem z szafki wódkę, pociągnąłem solidny łyk. Wspomnienia z chłopakiem zaczęły do mnie wtaczać, a łzy ciekły z oczu. Opróżniłem butelkę prawie na raz. Zacząłem wmawiać sobie, ze łzy płyną mi po twarzy z powodu zbyt szybkiego picia. Potem wtuliłem się w Eragona i zasnułem, potrzebowałem snu.

    OdpowiedzUsuń
  65. Miałem jakieś omamy, śniłem o Zaynie, że tu jest, nazywa mnie kochanie i mówi, że zostanie,. To piękny sen, choć tak nierealny to piękny, jego głos dłonie wszystko wydawał się tak realne. Chciałem zagłębić się w tym śnie kiedy usłyszałem szczekanie psa... zaraz dwóch psów. Zdarzało mi się po alkoholu widzieć podwójnie, ale słyszeć... Podniosłem ostrożnie jedną powiekę i zobaczyłem mojego psa Eragona, ale zaraz skąd się tu wziął ten drugi. Szybko poderwałem się, co było wielkim błędem bo w mojej głowę zaszumiało i byłem pewien, że zaraz będę leżał na podłodze kiedy objęły mnie silne ramiona. Spojrzałem w górę i zobaczyłem Zayna, patrzył prosto w moje oczy i delikatnie się uśmiechał.
    -Co... co ty tu robisz, czy ja nadal śpię?
    -Nie Justin, ja znalazłem cie zalanego na podłodze i przeniosłem na łóżko, potem prosiłeś żebym nie odchodził. Więc zostałem.
    -Co, ale co ty tu w ogóle robisz. -patrząc na chłopaka zapomniałem całkowicie o bólu głowy i całego ciała.
    Nie mogłem oderwać od niego oczu, a zagłębiając się w jego tęczówkach, wiedziałem ze jestem zgubiony. Na siłę się od niego oderwałem i krzyknąłem...
    -Wyjdź! Ale już nie chcę cie tu więcej widzieć. Po co przyszedłeś. -nawet nie wiem po którym słowie zacząłem szlochać. Skuliłem się na kanapie, ukryłem twarz w kolanach i kontynuowałem... -Już ci mówiłem tłumaczyłem, po co tu przylazłeś. Po co? -płakałem nie wiedząc co więcej mogę zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  66. [Mam pomysła, więc zaczynam]

    Liam powoli przeszedł ostatnie metry, dzielące go od piekarni i wszedł do środka, zastanawiając się co powinien kupić. Uprzejmie skinął głową Mulatowi, znajdującemu się w budynku i podszedł do niego.

    OdpowiedzUsuń
  67. Siedziałem tak i szlochałem kiedy poczułem jak mnie obejmuje, nie pozwolił mi się wyrwać tylko ciasno owinął ramionami. I wtedy powiedział, że mnie kocha te dwa słowa, a znaczące więcej niż tysiące innych. Wszystko co do tej pory mnie powstrzymywało przestało mieć sens, przestało być ważne bo on mnie kocha i.. i tylko to się teraz liczy. Spojrzałem na niego, w te piękne oczy, wyglądał jakby wyczekiwał mojej reakcji. Nie zrobiłem,NIC.
    Nic poza tym, że wpiłem się w jego wargi w tak namiętnym, a zarazem delikatnym i przepełnionym wszechogarniającą mnie miłością do Zayna pocałunku. Delikatnie pchnąłem go i opadaliśmy na poduszkę mojej obskurnej kanapy służącej za łóżko. Oderwałem się, o d niego i spojrzałem głęboko w oczy.
    -Powiedziałem ci, ze chyba cie kocham. Teraz wiem, ze nie kocham cie chyba. Ja na pewno cie kocham. Jak jeszcze nikogo, jesteś moim ideałem Zayn. - i znów go pocałowałem.

    OdpowiedzUsuń
  68. Liam przesunął wzrokiem po postaci chłopaka i posłał mu uprzejmy uśmiech, zastanawiając się po co tak naprawdę przyszedł. Przechodził obok piekarni i postanowił uzupełnić zapasy chleba, za którym przepadał jego smok.
    - Pozwól, że jeszcze przemyślę po co tu jestem - jeden kącik ust Liama uniósł się wyżej niż drugi. - Mam do wykarmienia uparte zwierze. I bardzo wybredne.

    OdpowiedzUsuń
  69. Uśmiechnąłem się na jego słowa. Razem to tak pięknie brzmi.
    -Jeśli tylko mnie chcesz, to tak. Bo ja chcę być twój. -wyszeptałem i pocałowałem chłopaka. Leżałem na nim całuj go kiedy coś sobie uświadomiłem, szybko zszedłem z chłopaka.
    -Zayn, ja... ty musisz wiedzieć, że wczoraj zanim się upiłem byłem z klientem. Pieprzyłem się z nim kilka godzin i potem skończyłem zalany w domu. Ja, ja nie chciałem tego, tak bardzo jak nigdy dotąd. Czułem jak bym cię zdradzał, chociaż przecież wtedy nie byliśmy razem. Ale ja widziałem cie wszędzie i tak bardzo tęskniłem. -łza popłynęła mi po policzku.. -Ale, ja nie umiem robić nic innego. Nie mam wykształcenia nic nie umiem robić. Jedyne co w życiu dobrze mi wychodziło to właśnie dawanie dupy, tylko tyle umiem. Jak mogę z tym skończyć, z czego będę żyć. Mam tylko ciało i tylko nim umiem zarabiać, Zayn.

    OdpowiedzUsuń
  70. Szatyn odpowiedział uśmiechem i podszedł o kilka kroków bliżej.
    - Właściwie dlaczego nie - przeczesał palcami włosy. - Mam smoka wody, nie jedzącego niemal niczego oprócz chleba.

    OdpowiedzUsuń
  71. -Mógł byś żyć z dziwką, jeśli nadal chciał bym nią zastać? Pozwolił byś mi na to, na to, żebym oddawał się innym facetom? Jeśli będę chciał to nadal robić, nie zostawisz mnie? Nawet jeśli ludzie się dowiedzą, jeśli będą cię wytykać palcami. Nawet jeśli będę wracał do domu pachnąc innymi mężczyznami, cały w znakach jakie zostawią na moim ciele. Będziesz potrafił pomagać mi opatrywać rany zrobione przez innych mężczyzn. Całować usta które robiły im dobrze, dotykać ciała które mieli pod sobą, które okładali pięściami , drapali i zasypywali malinkami, będziesz umiał uprawiać ze mną seks wiedząc, że dziś jesteś już trzecim, albo czwartym? Pozwolisz mi na to wszystko. I nadal będziesz mnie chciał? -cały czas patrzyłem mu w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  72. Liam zastanawiał się przez chwilę, wodząc wzorkiem po wymienionych przysmakach, aż w końcu powiedział:
    - Właściwie możesz mi zapakować po kilka z obu rodzajów - zadecydował w końcu.

    OdpowiedzUsuń
  73. Liam popatrzył na niego z lekkim zdziwieniem, ale pokiwał głową, uśmiechając się przy tym lekko.
    - Jasne, bardzo chętnie - podszedł z powrotem do lady i oparł na niej dłonie. - Kiedy?

    OdpowiedzUsuń
  74. -Też cie kocham i nie mógł bym ci tego zrobić, nawet gdybym tego chciał. A, ja... ja nie chcę. -spuściłem wzrok. -Nigdy nie chciałem... ale po śmierci matki wylądowałem a ulicy... ja byłem głodny, miałem tylko 15 lat. Nikt mnie nie chciał, nikt mi nie pomógł. Ja.. włóczyłem się głodny, czasem znalazłem jakieś resztki, czasem coś ukradłem. -zacząłem płakać. -Któregoś dnia ukradłem ze sklepu dwie bułki i kawałek sera. Ale nie zdążyłem uciec, facet złapał mnie w zaułku. Chciał pieniędzy uderzył tak, ze padłem na ziemie. Mówiłem , że nie mam, więc powiedział, ze może to odebrać inaczej. Zdarł ze mnie i tak podarte ubrania i pchnął na ścianę. Zacząłem go błagać, ale miał to gdzieś, wepchnął mi w usta ten kawałek ser, żebym nie mógł mówić ani krzyczeć. Unieruchomił mi ręce i..i.. -rozpłakałem się na dobre ledwo co mogłem oddychać. -Zgwałcił mnie, ja...to, tto byłł móój pierwszy raz, a on... to tak strrrasznie bolało, a on nie przestawał. Poczułem jak się we mnie rozlewa, ale nie przestał powiedział, że. żżże tto zaaa mmalło. Doszedł trzy razy i dopiero mnie pościł, zemdlałem. Nie wiem ile tam byłem, nie wiem ile to trwało ile tam potem leżałem. Ale pamiętam, ze kiedy się obudziłem moje ciuchy wciąż leżały obok poszarpane,a ja miałem w ustach ten ser. Nie mogłem się ruszyć z bólu, ale zjadłem ser i bułki, powoli się ubrałem i doczołgałem pod murek gdzie sypiałem od jakiegoś czasu. Wtedy postanowiłem, ze wolę sam im na to pozwalać i brać pieniądze, niż czekać, aż to się powtórzy. Wolałem być dziwką niż zgwałconym dzieckiem. Brzydziłem się swojego ciała, wiec nie miałem oporów przed sprzedawaniem go. Az do czasu kiedy poznałem ciebie, ty to zmieniłeś. Zmieniłeś coś we mnie Zayn. Ja... ja czuje, ze mam jakaś wartość, że mam ją dla ciebie. I jeśli tylko chcesz to rzucę to z największa przyjemnością i pójdę za tobą wszędzie, zrobię dla ciebie wszystko. Bo jesteś moim jedynym ratunkiem. Panem i władca mojego marnego życia. -spuściłem głowę i upadłem na kolana. Chcąc pokazać, ze mówię prawdę i zrobię dla niego wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  75. Szatyn przytaknął z, doskonale widocznym, zadowoleniem i jeszcze raz zlustrował chłopaka.
    - Będzie mi bardzo miło - zapewnił z uroczym uśmiechem na ustach.

    OdpowiedzUsuń
  76. -Dobrze Zayn, ja,... ja już nigdy przysięgam. -płakałem dalej w jego ramiona. Tulił mnie do siebie, aż się trochę uspokoiłem. -Kochanie, zrób to ze mną, proszę. -wyszeptałem błagalnym tonem. -Nie, chcę czuć już ich zapachu ich dotyku ich potu ich ust ich samych, chce czuć ciebie. Każdym skrawkiem ciała, każdym centymetrem, milimetrem, każdą komórka, proszę zrób to dla mnie. KOCHAJ SIĘ ZE MNĄ, błagam. -ostatnie słowo wyszeptałem wpijając się w usta mulata i błagając w myślach by mi nie odmówić. Błagałem o pozwolenie, kiedy się od niego oderwałem, spojrzałam w jego oczy czekając na odpowiedz.

    OdpowiedzUsuń
  77. Widziałem, że się waha chciałem, już przeprosić zrezygnować. Ale wtedy jego spojrzenie stało się tak pewne, tak zdecydowane i pocałował mnie delikatnie i czule. Tylko on mnie kiedykolwiek tak całował i chce, żeby już tak zostało, żeby był tylko on. Powoli położyłem nas na łóżku i zdjąłem koszulkę mojego kochanka. Chciałem, żeby było mu ze mną jak najlepiej lekko ssałem i przygryzałem skórę na jego szyi. Potem przeniosłem się na obojczyki chłopaka które okazały się wrażliwym miejscem, kiedy possałem lekko prawy chłopak jęknął z rozkoszy, a ja szybko powtórzyłem czynność. Chciałem pozostawić na nim po sobie znak, zrobić malinkę, ale nie wiedziałem czy chłopak tez tego chce.Powoli podniosłem głowę i spojrzałem pytająco na obojczyk.
    -Mogę... -ale nie dał mi dokończyć, skinął głową i przycisnął lekko moja głowę do swojej piersi.
    Zacząłem ssać, lizać i przygryzać skórę, aż pozostał na niem purpurowy ślad, który miał pokazywać, że go kocham i nie oddam nikomu. Przeniosłem się na drugi obojczyk i lizać go słuchałem pojękiwań chłopaka. Zacząłem jeździć językiem po klatce piersiowej chłopaka i wtedy zobaczyłem jego trzęsące się ze zdenerwowania ręce. To nie było pożądanie i choć mieszało się z nim widziałem tez stres i pewnego rodzaju strach.
    -Zayn, ty robiłeś to już? -chłopak pokręcił głową.
    Wystraszyłem się i lekko podniosłem na rekach żeby dosięgnąć jego twarzy.
    -Jesteś pewien, ze tego chcesz? Ja mogę poczekać, to nigdzie nie ucieknie. Chce żebyś był pewien pierwszego razu. Kocham cie i nie chce cie zmuszać, nie myśl o mnie, tylko o sobie. Zayn czy jesteś pewien, że chcesz to tu teraz, ze mną zrobić? Ja i tak tu zostanę, i tak rzucę to co robię, i tak będę cie kochał. -uśmiechnąłem się do niego. -Więc, kochanie?

    OdpowiedzUsuń
  78. Uśmiechnąłem się słysząc odpowiedz, byłem zadowolony, że on też tego chce i że jest tego pewien. Potem przyciągnął mnie do pocałunku i zagryzł moją wargę, to było tak inne i tak przyjemne, ze nie mogłem się powstrzymać i mruknąłem z aprobata. Nigdy mi tak nie było, nigdy nie czułem przyjemności z seksu czy chociażby głupiego pocałunku. To była powinność, i konieczność nie miałem wyjścia, to było obrzydliwe, teraz to jest wspaniale. Zayn jest wspaniały. Zmienił cały mój świat, spostrzeganie go. Już nie patrze na wszystko jak by było zasnute czarnymi chmurami, bo teraz mam obok siebie własnie, prywatne słońce którym jest On.
    Zjechałem z pocałunkami znów na jego tors lizałem go i pieściłem składałem małe pocałunki i chłopak umilał mi to jękami i pomrukami. Zacząłem ssać i przygryzać jego sutki co sprawiło, że aż krzyknął z rozkoszy. Zjechałem niżej i zagłębiłem język w jego pępku, całowałem podbrzusze, aż doszedłem do spodni. Zębami rozpoiłem suwak, a dalej ściągnąłem je ręka. Zobaczyłem pobudzoną już erekcje i przejechałem po niej dłonią, na po wypchnął biodra w moja stronę. Uwolniłem jego członka z opiętego materiału i wziąłem w dłoń. Zacząłem poruszać nią w górę i w dół, co wywołało nagłe wciągniecie powietrza ze strony mojego partnera. Uśmiechnąłem się tylko i schyliłem przejeżdżając językiem po całej jego długości. przygryzłem główkę po czym wiozłem go całego do ust, co nawet dla mnie nie było takie łatwe gdyż był ogromny. Zacząłem lekko ssać, ale chłopak niekontrolowanie wypchnął biodra, przez co prawie się zakrztusiłem. Ale nie dałem tego po sobie poznać.
    -Prze...- zaczął.
    Nie pozwoliłem mu skończyć, tylko zassałem się na nim, co wywołało kolejne pchnięcie. Tym razem przygotowany na to, pozwoliłem mu pieprzyc swoje usta. Co robił bardzo chętnie. Złapałem jedną z jego rąk i wplotłem w swoje włosy, żeby było mu wygodniej. Kidy poczułem jak jego członek zaczyna pulsować zatrzymałem jego biodra, zasysając się na końcówce penisa. Sodka sperma wpłynęła wprost do moich ust, a ja połknąłem wszystko cieszę się widokiem spełnionego chłopaka.
    -Ja, ty nie musiałeś. -usłyszałem.
    -Ale chciałem, uśmiechnąłem się. -Mogę cię pocałować. -zapytałem, nie wiedziałem czy nie będą mu przeszkadzać resztki nasienia w moich ustach.
    ten tylko uśmiechnął się i przyciągnął mnie do kolejnego namiętnego pocałunku. Wdarłem się językiem w jego usta i penetrowałem ich wnętrze, aż nie zabrakło nam tchu.
    -Masz jeszcze siły? -zapytałem, a mój bóg tylko ochoczo pokiwał głowa.

    OdpowiedzUsuń
  79. Uśmiechnąłem się i znów zacząłem poruszać ręką na jego przyrodzeniu, kiedy był już dość twardy przestałem, na co mruknął niezadowolony. Uśmiechnąłem się do niego łobuzersko i zacząłem ściągać ubrania w czym Zayn ochoczo mi pomógł. Pocałowałem go jeszcze raz i obniżyłem się. Zacząłem powoli nabijać się na jego ogromnego penisa, co chwile pojękując. Po mimo, ze byłem rozciągnięty, a wręcz rozepchany, to jego wielkość dawała o sobie znać. Jednak ukrywałem je nie chciałem wystraszyć mojego kochanka. Po chwili jego członek był cały w moim wnętrzu, odczekałem chwile chcąc przyzwyczaić się do jego rozmiarów. Po jakiś 3 minutach zacząłem się poruszać, najpierw powoli wciąż odczuwając ból. jednak kiedy zniknął zacząłem znacznie przyśpieszać. Zayn jęczał z przyjemności,a ja tez nie mogłem powstrzymać odgłosów ekstazy. Po chwili i on zaczął poruszać biodrami, a mnie zalała fala czystej przyjemności. Złączyłem nasze usta w chaotycznym pocałunku, który miał przekazać jak mi z nim dobrze. Po nim obaj nabraliśmy nowych sił i jeszcze przyspieszyliśmy, moja ręka wylądowała, na moim członku. Jednak było mi mało chwyciłem jedną z dłoni mulata i w błagalnym geście przysunąłem do swojej męskości. On nie sprzeciwiał mi się tylko zaczął nią poruszać w górę i w dół. Chwile potem usłyszałem wrzask Zayna i poczułem jak wypełnia mnie od środka. To wystarczyło, abym również poczuł spełnienie. Doszedłem w ręce kochanka, który nawet na chwile ie przestał mnie pieścić. Wykończony opadłem na ciało chłopaka ledwo dysząc i słysząc Jego przerywany oddech. Powoli wstałem z niego wysuwają z siebie jego penisa. Uśmiechnąłem się do mojej miłości. Wyglądał w tej chwili jak bóg, mój bóg seksu. Taki którego mam na wyłączność i już zawsze będę miał. Okryłem nasz kocem i przyciągną go do siebie, a on wtulił swoją głowę z zagłębienie mojej szyi. Leżeliśmy ciasno splątali w uścisku, a ja znów czułem się dobrze. Normalny, jak dawniej. Chociaż nie czułem się lepiej niż dawniej. Bo teraz mam obok jego. I może to zabrzmi głupio, ale warto było to wszystko przejść, dla tej chwili. Dlatego, a żeby móc trzymać w ramionach cały swój świat.
    -Kocham cię. Mam nadzieję, ze było ci tak dobrze jak mi. -wyszeptałem mu do ucha. -Jesteś najwspanialszy na świecie. Mam nadzieję, że było ci ze mną dobrze. I, że powtórzymy to jeszcze milion razy. A, ja każdego dnia będę cie mógł mieć przy sobie. Bo jesteś moim słońcem, światem i szczęściem Zayn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to masz całośc w dwóch częsciach bo naraz się nie zmieściło.

      Usuń
  80. Liam posłał mu ostatni uśmiech przez ramię i opuścił sklep.

    **

    [od razu zaczynam nowy, bo mam wenę twórczą]

    Liam zatrzymał się naprzeciw piekarni, piorunując wzrokiem swojego smoka. Aquarell od kilku godzin był wręcz nieznośny i co chwila próbował odlecieć w stronę gór. Niestety, powód tego zachowania był dla Liama boleśnie oczywisty, jednak starał się to ignorować, gdyż miał przed sobą spotkanie z Zaynem, którego miał zamiar delikatnie wypytać o kilka rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  81. Liam uśmiechnął się pod nosem, patrząc na Mulata i zachichotał widząc niemałe zainteresowanie swojego smoka.
    Aquarell przysunął się do Zayna i obwąchał jego skórę. Jego pyszczek natychmiast się otworzył, w oczach zalśniły iskierki, a skrzydła zatrzepotały wesoło.
    - Chyba cię polubił - stwierdził szatyn, patrząc na zwierzaka łaszącego się do nowo poznanego chłopaka. - A raczej twój zapach.

    OdpowiedzUsuń
  82. Liam prychnął cicho, widząc popisy swojego smoka i zganił go wzrokiem.
    - Aquarell. I jak widzisz, uwielbia być w centrum uwagi - delikatnie dźgnął smoka palcem. - Nie wiem czemu go jeszcze trzymam.

    OdpowiedzUsuń
  83. - Nie przepraszaj - Liam trącił chłopaka ramieniem. - To było ciekawe i chętnie posłucham czegoś jeszcze.
    Szatyn zerknął na swojego smoka i posłał mu ostrzegawcze spojrzenie, by przypadkiem nie zrobił czegoś głupiego.
    - Też masz smoka, prawda? - zagaił po kilku chwilach.

    OdpowiedzUsuń
  84. Liam zaśmiał się radośnie i przykucnął przy smoku, gładząc go dłonią po łebku oraz szyi.
    - Wspaniały - powiedział po kilku chwilach, wpatrując się w zwierzę jak zaczarowany. - I tak znacznie lepiej wychowany niż Aquarell i Saor - stwierdził, podnosząc się.

    OdpowiedzUsuń
  85. - Nie, to nie mój smok - uśmiechnął się lekko. - To smoczyca jednego z jeźdźców piętnastki. Lubi sprawiać, że ja i jej właściciel leżymy na sobie - skrzywił się przy mówieniu tego, ale po kilku chwilach kąciki jego ust ponownie skierowały się ku górze.

    OdpowiedzUsuń
  86. - Mogę cię z nim zapoznać - wymamrotał Liam, patrząc w dal. - Właściwie, jest jakby... następcą. Ale to mało istotne. I niczego między nami nie ma - zapewnił, przeczesując palcami grzywkę. - Wpadliśmy na siebie, dosłownie wpadliśmy, dwa razy - przygryzł lekko wargę i zerknął na Zayna. - I raz spędził u mnie noc.

    OdpowiedzUsuń
  87. - Nie mówiłem przecież o tak spędzonej nocy - krzyknął Liam zanim powalił chłopaka na ziemię i przeturlał się po trawie, trzymając go w uścisku. - Ma na imię Niall - uśmiechnął się lekko na samo wspomnienie jego imienia.

    OdpowiedzUsuń
  88. Liam podparł się na łokciach i dmuchnął w grzywkę, mierząc wzrokiem twarz chłopaka.
    - Powiem. O ile ty mi powiesz co dokładnie czujesz do Justina.

    OdpowiedzUsuń
  89. Liam uśmiechnął się słysząc słowa chłopaka i spojrzał na niego.
    - Mam nadzieję, że to się nie zmieni. Bo jeśli go skrzywdzisz, to wiedz, że się własnoręcznie wykastruję - zagroził, celując w niego palcem. - A o mnie i o Niallu nie powiem ani słowa, już wystarczy, że mnie twój chłopak zmusił do mówienia.

    OdpowiedzUsuń
  90. - Być może - policzki Liama stały się wściekle czerwone, a on sam spuścił wzrok, przygryzając przy tym wargę.

    OdpowiedzUsuń
  91. - To nie jest mój chłopak! - pisnął Liam, głosem wyższym o oktawę. - Spotkałem go dwa razy w życiu! - wlepił w chłopaka spojrzenie. - Nie waż się z nim o mnie rozmawiać! - głos Liama stał się jeszcze wyższy niż chwilę wcześniej. - I błagam nie miej skojarzeń, bo do niczego między nami nie doszło!

    OdpowiedzUsuń
  92. - Zabiję was obu - stwierdził Liam, przesuwając dłonią po twarzy. - Chociaż Justinowi nie wyszło zaciągnięcie mnie na trening Nialla - dodał po chwili zastanowienia. - Wylądował u mnie w domu i przykryty kocykiem wypłakał mi się w ramię, mówiąc, jak bardzo cię kocha... Tak, jego oszczędzę, bo mu nie wyszło.
    Szatyn poruszył się niespokojnie pod Zaynem i posłał mu znaczące spojrzenie.
    - Zejdź już ze mnie, co? A może to nie będzie bolesna śmierć.

    OdpowiedzUsuń
  93. - Jakiego seksu zapoznawczego? - Liam popatrzył na niego szeroko otwartymi oczami. - I o nic go nie pytaj - poprosił, przygryzając lekko wargę. - Jakoś sobie sam poradzę.

    OdpowiedzUsuń
  94. - Jasne - odpowiedział Liam, marszcząc lekko brwi. - Ale obiecaj, że nie będziesz rzucał tekstów z podtekstem - wycelował w Mulata palcem.

    OdpowiedzUsuń
  95. Liam prychnął i opuścił dłoń, mierząc go uważnym spojrzeniem.
    - Co mam ci o nim powiedzieć? - zapytał po kilku chwilach, przenosząc wzrok na niebo. - Nie potrafię niczego odpowiedzieć od tak - wyszeptał ze smutkiem, hamując łzy cisnące mu się do oczu.

    OdpowiedzUsuń
  96. Liam pokręcił głową i zakrył twarz dłońmi, mocno zaciskając powieki. Nie chciał się rozpłakać przy Zaynie, ale miał wrażenie, że to nieuniknione. Odkąd usłyszał słowa Justina, opisujące to, co czuje do Mulata, bezustannie zastanawiał się jakie uczucia żywi do Nialla. Z każdą chwilą utwierdzał się w przekonaniu, że są one zbyt słabe, by być miłością.

    OdpowiedzUsuń
  97. - Nic ważnego - wyszeptał nieco zduszonym głosem, ocierając mokre policzki. - Nie przejmuj się, zaraz mi przejdzie.

    OdpowiedzUsuń
  98. - Nie chcę o tym rozmawiać - odpowiedział Liam, kuląc się przy tym. - Najchętniej zapadłbym się teraz pod ziemię albo coś w tym stylu.

    OdpowiedzUsuń
  99. - Nie chodzi o sam płacz - odpowiedział Li, ocierając policzki. - Chodzi o jego powód. A o nim nie chcę rozmawiać... Mogę tylko powiedzieć, że najlepiej będzie, jak zerwę z Niallem jakikolwiek kontakt.

    OdpowiedzUsuń
  100. Liam nawet nie zorientował się, kiedy z kącików jego oczu popłynęły łzy. Był zupełnie zagubiony w zaistniałej sytuacji i nie wiedział co powinien zrobić - z jednej strony chciał trzymać blondyna w swoich ramionach, pieścić jego miękkie usta i odgarniać z jasnego czoła zbłąkane kosmyki włosów. Jednak istniała druga strona medalu. Szatyn bał się, że jego uczucie nie jest wystarczająco silne - jest jednie zauroczeniem. Był przerażony także możliwością, że Niall nie odwzajemnia uczuć. Nie, Liam był tego niemal pewien.

    OdpowiedzUsuń
  101. Liam otarł mokre policzki, jednak po sekundzie jego oczy znowu zaszły łzami. Chłopak podniósł się w końcu z ziemi i podszedł do Zayna, siedzącego pod drzewem. Ze słabym uśmiechem zajął miejsce obok Mulata i położył głowę na jego ramieniu, sunąc wzrokiem po rysunku przedstawiającym smoki.
    - Marny dzisiaj ze mnie kompan - stwierdził cichym głosem, po raz kolejny wycierając łzy.

    OdpowiedzUsuń
  102. - Dziękuję - wyszeptał Liam, wtulając się w chłopaka. - Obiecuję, że go nie wyrzucę - dodał jeszcze, pociągając nosem.
    Po kilku minutach do Liama dotarło pytanie Zayna i przeniósł wzrok na dwa smoki. Kąciki jego ust uniosły się, tworząc uśmiech.
    - Do końca hetero - zachichotał. - To bardzo łagodne określenie - poprawił się na swoim miejscu i oparł o pień.
    W tym właśnie momencie Aquarell trącił pyszczkiem szyję Tenebrisa, zachęcając go do zabawy. Nie czekając na odpowiedź poderwał się do góry i odleciał kilka metrów w górę, zionąc cienkim strumieniem niebieskiego ognia, by popędzić kompana.

    OdpowiedzUsuń
  103. Aquarell podleciał do smoczego przyjaciela i zamachał radośnie skrzydłami, a później odleciał, zerkając na niego.
    - Cztery lata - zerknął na swojego zwierzaka i pokręcił głową. - Chyba się od niego powinienem nauczyć, jak kusić - zmarszczył nos, patrząc na dalsze poczynania smoka. - Jezu nieeeeeeeeeeee. Ma lepsze metody na podryw niż ja.

    OdpowiedzUsuń
  104. - Zdarzyło się tak dwa razy - odpowiedział Liam, kładąc się na trawie. - Kiedy byliśmy od siebie oddaleni, a jemu działa się krzywda - wymamrotał, drżąc na wspomnienie tamtych chwil. - Jednak na co dzień porozumiewa się ze mną w nieco inny sposób. Uwielbia do tego celu używać pazurów - podrapał się lekko po nosie.

    OdpowiedzUsuń
  105. - Też lubię oglądać gwiazdy - wyszeptał Liam, patrząc na chmury sunące po różowiejącym niebie. - Zwłaszcza w noc, kiedy w mieście odbywa się jakieś święto. Wtedy z oddali dobiegają przytłumione odgłosy zabawy, a od ścian domów odbijają się różnokolorowe światła - mówił dalej, bawiąc się źdźbłem trawy. - A co do mnie... nie ma zbyt wiele do opowiadania.

    OdpowiedzUsuń
  106. - Justin na pewno niedługo zabierze cię na jeden z festynów - powiedział cicho, zerkając na Mulata. - Jeśli na to nie wpadnie to mu to delikatnie podpowiem... Rzucę w niego kartką, gdzie to będzie napisane - uśmiechnął się lekko, podkładając jedno ramię pod głowę.
    Na kilka dłuższych chwil zapadła cisza, a obaj chłopcy wpatrywali się w pierwsze gwiazdy widoczne na niebie. Liam uniósł dłoń i wskazał na jeden z gwiazdozbiorów.
    - Jest piękny, to chyba mój ulubiony.

    OdpowiedzUsuń
  107. Liam z zafascynowaniem słuchał słów Mulata, wlepiając wzrok w jego twarz. Dlatego pojawienie się łzy mu nie umknęło.
    - Coś nie tak? - zapytał cicho, przysuwając się do chłopaka, by spojrzeć mu w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  108. Liam wyjął z kieszeni chusteczkę higieniczną i delikatnymi ruchami wytarł łzy z policzków Zayna.
    - Rozumiem, ale nie rozpamiętuj złych chwil - wyszeptał, całując go w polik. - Teraz przed tobą same dobre, które będziesz dzielił z Justinem - uśmiechnął się do chłopaka i przytulił go do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  109. Liam przez kilka sekund rozmyślał nad słowami Zayna, tuląc go do swojej piersi. Nie zamierzał wypytywać, bo zdawał sobie sprawę, że może to być dla niego zbyt trudny temat.
    - Nie płacz - wyszeptał, ujmując jego twarz w swoje dłonie. - Skoro te chwile były wspaniałe, to powinieneś je wspominać z uśmiechem na ustach - odgarnął włosy z czoła chłopaka. - Wspomniałeś o pewnej osobie - mówił dalej, nie przerywając kontaktu wzrokowego. - Wspominaj bez łez, jestem pewien, że by tego chciała.

    OdpowiedzUsuń
  110. [Szczerze to nie mam pomysłu a ty?]

    OdpowiedzUsuń
  111. - Sssssssszzzz - Liam przytulił go do siebie mocniej i zaczął kołysać. - Nawet jeśli ta osoba odeszła, to jest tutaj - przyłożył dłoń do serca chłopaka i posłał mu delikatny uśmiech. - A skoro cały czas jest przy tobie, to widzi twój smutek.
    Szatyn sadza Zayna na swoich kolanach i opiera się wygodniej o pień drzewa.

    OdpowiedzUsuń
  112. Liam uderzył Zayna w udo i uśmiechnął się do niego.
    - Nie wiem co powiedział, ale pewnie przyznał mi rację, więc zostałeś przegłosowany - ponownie przygarnął go do swojej piersi i otarł policzki chusteczką. - A jeśli chodzi o to, że wszystkich zawiodłeś to teraz masz czystą kartę. Masz Justina, który kocha cię całym sercem.

    OdpowiedzUsuń
  113. Po tych słowach mojego kochanka, mojej miłości, jedynej pierwszej i najwaspanialszej zasneliśmy wtuleni w siebie. Zasnołe ze swoim szzęściem obok i wiedzialem, ze już wszysto będzie dobrze, że już nic mi nie grozi. Nie warzne jak zly i okrutny jest świat mają Zayna przy sobie byłem pewien, ze mogę wszystko i nic nie stoi mi na przeszkodzie. Bo mając u baku ukochaną osobę świat stoi przed toba otworem, a życie jest po prostu piekne.

    OdpowiedzUsuń
  114. Liam posłał chłopakowi uśmiech i objął go ramieniem w przyjacielskim gestem.
    - I prawidłowo - mrugnął do niego, a następnie zerknął na niebo i gwizdnięciem przywołał smoki. - Chyba powinniśmy już wracać - wskazał na siebie i Aquarella.

    OdpowiedzUsuń
  115. - Nie będziemy ci siedzieć na głowie - powiedział, na co otrzymał dość silny cios skrzydłem. - Aquarell! - krzyknął na smoka, rozmasowując potylicę. - Co ja mówiłem o takim zachowaniu?!

    OdpowiedzUsuń
  116. Liam sapnął cicho, patrząc na zwierzaki i pokiwał głową.
    - Zgoda, ale... - wycelował palcem w smoki. - Wy się macie zachowywać przyzwoicie. Zrozumiano?

    OdpowiedzUsuń
  117. - Nie bądź taki dosłowny - Liam zarumienił się lekko, słysząc to co Zayn powiedział do smoków. - Zwykle nie jadam kolacji, więc nie zawracaj sobie mną głowy.
    Aquarell zupełnie zignorował wypowiedzi właścicieli i popędził do pokoju Tenebrisa, zerkając na niego.

    OdpowiedzUsuń
  118. - Mam nadzieję, że to nie miało podtekstu - Liam wycelował w chłopaka palcem i zaczekał, aż drzwi się zamkną.
    Dopiero wtedy wyjął z kieszeni rysunek Zayna i przyjrzał mu się uważnie.

    OdpowiedzUsuń
  119. [hahah ja już wiem wszyystko! Ale wątek bardzo chętnie tylko... NIE ZACZYNAM! BAM! Wygrałam!]

    OdpowiedzUsuń
  120. Cass przestąpił z nogi na nogę niepewny co powinien zrobić.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  121. Ma dla mnie niespodziankę, to takie urocze. Ten chłopaka jest niesamowity, nie mogę się doczekać. Tylko skąd ja mam wziąć jakieś porządne ciuchy, zwykle nie były mi potrzebne, kurde. Poszedłem do domu i przegrzebałem szafę. Znalazłem czarne obcisłe rurki, no tak wszystkie takie są miały przyciągać spojrzenia. Ale te były nowe i czyste wiec postawiłem na nie. Po jakiejś godzinie grzebania znalazłem czarna równie dopasowaną koszulę z rękawem 3/4. Była w miarę nowa i nie przypominam sobie bym przyjmował w niej jakiegoś klienta, a to liczyło się dla mnie najbardziej. Rozpoiłem u góry kilka guziczków i wystawiłem na wierzch swój krzyżyk. Zażółciłem na to lekko poszarpany jeansowy bezrękawnik, a na nogi wsunąłem moje ukochane czarne glany, a włosy jak zwykle postawiłem do góry na żel. Chciałem wyglądać jak najlepiej dla mojego, ukochanego.Na rękę złożyłem srebrna bransoletkę która dostałem jeszcze od mamy. Tak ubrany poszedłem pod piekarnie po mojego chłopaka. Miałem nadzieję, ze mu się spodobam.

    OdpowiedzUsuń
  122. Zaspany Liam wyszedł z pokoju gościnnego, przecierając pięścią oko. Było bardzo wcześnie - dopiero za kilka minut miało wzejść słońce, jednak chłopak był do tego przyzwyczajony. Powłócząc nogami wszedł do kuchni w domu Zayna i rozejrzał się po niej, przeczesując palcami włosy.

    OdpowiedzUsuń
  123. 'Wow, ty również. Kiedy się przebrałeś? Wyglądasz wspaniale, kochanie. -uśmiechnąłem się i podszedłem do chłopaka. Pocałowałem go delikatnie i czule, a kiedy rozchylił usta stoczyliśmy bitwę na języki, którą zakończył brak powietrza w płucach. Kocham, Tego chłopaka jest doskonały. Uśmiechnę się do niego i objąłem w psie.

    OdpowiedzUsuń
  124. - W porządku, dziękuję - wymamrotał niewyraźnie szatyn, usiłując się dobudzić. - Chociaż trochę przeszkadzały mi nasze smoki - skrzywił się.

    OdpowiedzUsuń
  125. Liam wzruszył ramionami.
    - Nie jadam śniadań w piątki - odpowiedział z uśmiechem, zerkając krzywo na dwa zwierzaki, które pojawiły się w kuchni. - Dobrze, że się po tej nocy dzieci nie dorobiły.

    OdpowiedzUsuń
  126. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  127. -Dokąd idziemy kochanie? -zapytałem wtulając sie w bok chłopaka. Kochałem byc blisko niego. :))

    OdpowiedzUsuń
  128. - Nie jestem szczupły - odpowiedział Liam, przygotowując sobie porcję herbaty. - Po prostu jem tyle, ile potrzebuje mój organizm.
    Spojrzał uważnie na swojego smoka, który latał dookoła nowego przyjaciela co chwilę go zaczepiając. Widać było, że obaj bawią się przy tym wspaniale.
    - Ja się właśnie zastanawiam czy to facet.

    OdpowiedzUsuń
  129. Liam uśmiechnął się do niego nieco niepewnie.
    - Wiesz, to był raczej męski głos - powiedział, zerkając na swojego smoka. - Ale boże jedyny! Jeśli oni będą mieć dzieci, to ja chyba się zabiję. Wystarczy, że znoszę jednego Aquarella!

    OdpowiedzUsuń
  130. - Tak czy tak - wzruszył ramionami Liam, patrząc karcąco na swojego smoka. - Nie wytrzymałbym myśli, że będzie więcej takich wkurzających stworzonek - pokazał język Aquarellowi, który w odpowiedzi zionął cienką wiązką ognia.

    OdpowiedzUsuń
  131. Liam zaśmiał się cicho, zakrywając usta dłonią i zerknął na swojego smoka, który patrzył na Mulata z oburzeniem.
    - Ooooj, chyba opiekuńczy chłopak wchodzi do akcji - zachichotał, patrząc, jak Aquarell podchodzi do drugiego smoka i liże go pocieszająco po pyszczku.

    OdpowiedzUsuń
  132. -Ty się jeszcze pytasz. -przyciągnąłem chłopaka do siebie i pocałowałem. -Bardzo mi się podoba. A co zaplanowałeś, kochanie?

    OdpowiedzUsuń
  133. - Jeśli powiesz, że to dziewczynka to umrę w tym momencie - dodał Liam, patrząc uważnie na Aquarella. - Boże jedyny! - przeraził się, podskakując do góry. - On... ona... ono mnie nie raz widziało nago!

    OdpowiedzUsuń
  134. - Mój smok jest gejem - Liam zmarszczył brwi, wypowiadając te słowa. - Tak, nie bardzo wiem czy mam się śmiać, czy płakać - stwierdził po krótkiej chwili. - I mam nadzieję, że to jednak nie odbicie właścicieli.

    OdpowiedzUsuń
  135. Niall:
    Jak codziennie wyszedł rano do piekarni, by kupić świeże pieczywo na śniadanie, które miał w zwyczaju jadać razem z ojcem. Wbiegł po schodkach i otworzył drzwi, a dzwoneczek wesoło zabrzęczał. Przywitał się i przytaknął w odpowiedzi na pytanie Zayna.

    Castiel:
    Przysiadł na jednym z krzeseł, czując że nie da rady dojść do domu. Czuł na sobie pytające spojrzenie chłopaka.
    - No dobra. Co chcesz wiedzieć? - spytał.

    OdpowiedzUsuń
  136. - To by było trochę przerażające - stwierdził, upiwszy łyk herbaty. - Nie uważasz?

    OdpowiedzUsuń
  137. Liam rzucił mu groźne spojrzenie.
    - Ani słowa, Zayn - warknął, marszcząc brwi. - Już mam dość tych waszych uwag.

    OdpowiedzUsuń
  138. Niall:
    - Oh... um... Okey - powiedział odrobinę zakłopotany.

    Castiel:
    Zaśmiał się cicho.
    - Coś w stylu bitwy - odpowiedział.

    OdpowiedzUsuń
  139. Niall:
    Zamrugał kilka razy oczami z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Cholera, co on miał na myśli?
    - Um... dobrze. Nie wiem o co chodzi, ale dobrze.

    Castiel:
    - Trafił mi się dosyć agresywny klient. Tylko tacy mnie chcą. Jestem za brzydki, za niski i za mało umięśniony, dla 'normalnych' - zrobił nawias z palców i skrzywił się poprawiając się na krześle.

    OdpowiedzUsuń
  140. - Okey - uśmiechnął się, zapłacił za pieczywo i skierował się w stronę drzwi piekarni. - To do zobaczenia!
    [Kontynuujemy, prawda?]

    OdpowiedzUsuń
  141. Uniósł kącik ust na kilka setnych sekundy.
    - Tak, też jestem dziwką - powiedział. - To nie chodzi o to, co ja o sobie sądzę. To chodzi o to, co oni sądzą o mnie. Poza tym, im nie potrzebne słodkie pocałunki. I czemu powiedziałeś 'też'?
    ~Cas

    OdpowiedzUsuń
  142. Niall zarzucił na ramiona sweter i wyszedł z domu kierując się w stronę baru. Za nim dreptała jego wierna smoczyca, która jakby przeczuwała, że Niall, ze swoją niezwykle wielką masą mięśniową, nie powinien wychodzić sam o tej porze. Doszedł do baru i wszedł do środka. Dym papierosowy unosił się w powietrzu, kilka osób siedziało przy stolikach i rozmawiało, reszta zamawiała przy barze piwo i drinki. Skierował się w stronę wolnego stolika i usiadł czekając na Zayna. Saor owinęła się wokół jego łydki, sapiąc na każdego przechodzącego obok stolika, jakby był zagrożeniem dla jej pana.

    OdpowiedzUsuń
  143. - Szczerze? Nigdy, nie stawałem na palcach, żeby ktoś mnie słodko pocałował. Zero przyjemności. Zazwyczaj tylko ból i późniejsze poczucie, bycia niczym. Oh pewnie mówisz o Justinie, prawda?
    ~Cas

    OdpowiedzUsuń
  144. - Tak - uśmiechnął się. - Chodzi za mną dosłownie wszędzie, jest jak... wrzód na tyłku, tyle że na łydce - spojrzał na smoczycę, która fuknęła z niezadowoleniem.

    OdpowiedzUsuń
  145. - Znam go. Można powiedzieć, że z nim mieszkam - odpowiedział. - Z kim niby miałbym spróbować? Większość ludzi, od razu mnie odrzuca, ze słowami 'dziwka, fuj', albo 'jestem hetero, zboczeńcu' - powiedział z delikatnym uśmiechem.
    ~Cas

    OdpowiedzUsuń
  146. Niall uśmiechnął się słysząc pochwałę i zupełnie nie zwracał uwagi na patrzących na nich ludzi.
    - Wszystkich po trochu. To smok 4 Żywiołów - powiedział.

    OdpowiedzUsuń
  147. Cas uśmiechnął się jednym kącikiem ust, jak to miał w zwyczaju.
    - Nic mi o tobie nie mówił - powiedział. - Kiedyś ktoś się znajdzie... a przynajmniej chciałbym żeby się znalazł.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  148. Zaśmiał się cicho.
    - Ostrzegę go - powiedział z uśmiechem.
    W zasadzie to polubił piekarza.
    ~Cas

    OdpowiedzUsuń
  149. - Myślę, że nie. Czemu miało by to być głupie? - spytał.
    ~Cas

    OdpowiedzUsuń
  150. -Jesteś cholernie romantyczny, zayn. -uśmiechnąłem się do chłopaka i podążyłem za nim.

    OdpowiedzUsuń
  151. - Oh... Na prawdę, chcesz ją narysować? - spytał. - Przecież to jest tak brzydkie stworzenie, jak nic innego - uśmiechnął się gdy smoczyca fuknęła w jego stronę, jakby zrozumiała co powiedział.

    OdpowiedzUsuń
  152. - Ja sobie sam poradzę - odpowiedział. - Od 3 lat żyję sam, na ulicy. Dam sobie radę, na prawdę - zapewnił chłopaka z delikatnym uśmiechem.
    ~Cas

    OdpowiedzUsuń
  153. -Kochanie przygotowałeś to dla mnie? -zapytałem niedowierzająca nikt nigdy nie zrobił czegoś takiego, dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  154. -Kocham cię Zayn. Nikt nigdy czegoś takiego dla mnie nie zrobił dziękuje. -wyszeptałem a moje oczy zaszły łzami, od kiedy tak łatwo się wzruszam?

    OdpowiedzUsuń
  155. Zaczął mnie namiętnie całować, nie wzbraniałem się tylko oddałam pocałunek z ta sama mocą. Popchnąłem go lekko na koc i usiadłem na jego biodrach schodząc z pocałunkami na szyje. Uśmiechnąłem się na widok malinki która mu zrobiłem i znów się na niej zassałem. Chciałem aby ten symbol pozostał na skórze mojego chłopaka, jak to pięknie brzmi. Oderwałem się od niego i powoli ściągnąłem mu koszulkę, odwdzięczył mi się tym samym. Całowaliśmy się a ja schodziłem z pocałunkami niżej na jego sutki.

    OdpowiedzUsuń
  156. Zayn obrócił nas i zaczął całować i pieścić moją klatkę piersiową. Zacząłem pojękiwać.
    -Zayn, jeszcze nikt, jeszcze nikt nigdy nie robił tego dla mnie. Zawsze to ja musiałem sprawiać im przyjemność, a samemu zaciskać zęby i pomimo bólu udawać, ze mi z nimi dobrze. -przyciągnąłem chłopaka do pocałunku. -Dziękuję, ze mnie uratowałeś, -posłałem mu uśmiech i znów zawisłem nad nim zmieniając nasza pozycje. Powoli zsunąłem jego spodnie i zacząłem lizać i przygryzać skórę na udach i podbrzuszu starannie omijając bokserki chłopaka.

    OdpowiedzUsuń
  157. Usłyszałem jego błagalne jęki i nie mogłem nie spełnić jego niemej prośby. Ściągnąłem jego bokserki i wziąłem całego do ust poruszałem rytmicznie głową przyspieszają co chwile nakręcany krzykiem i jękami rozkoszy kochanka. Po niedługim czasie Zayn doszedł w moich ustach, a ja połknąłem wszystko co mi zaoferował. Chłopak zaczął zsuwać moje spodnie wraz z bielizną. Znów zacząłem poruszać ręka i już chciałam się na niego nabić kiedy, mnie zatrzymała. popatrzyłem na niego i wmurowało mnie.
    -Jesteś pewien kochanie? Pomimo przygotowania, to będzie na początku strasznie boleć. Na pewno tego chcesz? tak jak jest teraz też jest dobrze, mnie to odpowiada, nie musisz się mną przejmować. Zresztą możemy z tym jeszcze poczekać i jeśli kiedyś będziesz pewien to to zrobić. A jeśli nawet nie to już mówiłem, mi podoba się tak jak jest teraz. Dajesz mi niebywałą rozkosz kochanie. -uśmiechnąłem się i pocałowałem go. Chciałem żeby wiedziałem, że mówię prawdę.

    OdpowiedzUsuń
  158. Liam:

    Liam od dobrych dwudziestu minut kręcił się przed piekarnią Zayna, zastanawiając się czy powinien do niej wejść. Minęło kilka dni od ich ostatniego spotkania, podczas którego Mulat powiedział, że porozmawia z Niallem. Chcąc, nie chcąc - szatyn był bardzo ciekawy przebiegu tej rozmowy.

    OdpowiedzUsuń
  159. Liam:

    Liam przeczesał dłonią przydługą grzywkę, która zaczynała mu przeszkadzać i zatrzymał się w miejscu. Powoli wycofał się, a później oparł o ścianę budynku stojącego na przeciwko piekarni.
    - Szlag by to trafił - wymamrotał, chowając dłonie do kieszeni. - Kto by pomyślał, że będę się tym chłopakiem aż tak przejmował.

    OdpowiedzUsuń
  160. Liam:

    Liam zarumienił się lekko i powoli ruszył w stronę piekarni. Nie sądził, że przez przeszklone drzwi jest tak dobrze widoczny - w końcu na ulicy kręciła się masa ludzi.
    - Cześć - wymamrotał, kiedy już stał na przeciwko Zayna.

    OdpowiedzUsuń
  161. Liam:

    - Chcesz mnie tym otruć czy nadal uważasz, że jestem za chudy? - zapytał, biorąc pierwszego gryza. - Mmmmm - pokiwał głową z zadowoleniem. - Dobre, naprawdę dobre. Swoją drogą, Aquarell umiera z tęsknoty za swoim chłopakiem.

    OdpowiedzUsuń
  162. Liam:

    Odwzajemnił uśmiech i wrócił do konsumowania pieczywa.
    - Jak dla mnie w porządku - odezwał się po kilku chwilach, przełknąwszy kilka kęsów. - Coś czuję, że długo bez siebie nie wytrzymają. Aquarell jest ostatnio bardzo marudny - zmarszczył nos. - Czy to może podchodzić pod frustrację seksualną?

    OdpowiedzUsuń
  163. Liam:

    - Ja niestety znam aż za dobrze - wymamrotał pod nosem, bardziej do siebie niż do Zayna. - Proponuję inwestycję w zatyczki do uszu i wymienianie się nimi co noc.

    OdpowiedzUsuń
  164. Niall:
    Uśmiechnął się tylko, nie odpowiadając, ponieważ jego uwaga skupiła się na rysunku w szkicowniku Zayna. Skądś kojarzył naszkicowanych chłopców.
    - Kto jest na tym rysunku? - spytał.

    Cas:
    - Nie wyląduję na ulicy. Zarobiłem trochę, coś sobie wynajmę - uśmiechnął się delikatnie chcąc zapewnić chłopaka.

    OdpowiedzUsuń
  165. Liam:

    Liam pokazał mu język, nie odpowiadając na pierwsze pytanie, a później wyciągnął z kieszeni niewielkie pudełko.
    - Proszę - rzucił je chłopakowi i uśmiechnął się. - Mam ich wziąć na noc czy ty się tego podejmiesz - zapytał, nie chcąc wyjść na desperata, pragnącego się dowiedzieć co mówił Niall.

    OdpowiedzUsuń
  166. [Dzień Dobry to ja z pomysłem przychodzę co powiesz na to by pewnego dnia Z. zwabiony śpiewem Fantine trafi do jej pracowni gdzie powstawały niezwykłe cudeńka i smok Fan będzie dość nieufny względem Z. I co ty na to?]

    Fantine

    OdpowiedzUsuń
  167. Liam:

    Policzki szatyna zrobiły się całkowicie czerwone i śmiało mogły konkurować o kolor z dojrzałym pomidorem.
    - To. Nie. Jest. Mój. Chłopak - powiedział, dokładnie akcentując każde swoje słowo. - Zrozumiano?

    OdpowiedzUsuń
  168. Liam:

    Liam warknął z niezadowoleniem i skrzyżował ramiona na piersi, kręcąc przy tym głową. Odkąd Niall został u niego na noc, nie spotkali się ponownie, co bardzo smuciło szatyna.
    - Pozwól, że sobie sam poradzę z problemem.

    OdpowiedzUsuń
  169. Kołysanka była o królu którego zjadł pies o paziu którego zjadł kot i o księżniczce którą zjadła mysz.
    Zawsze śpiewała gdy rzeźbiła. A Celiusz leżał pod drzwiami kręcąc głową w rytm muzyki.
    I nagle podniosła wzrok a jej spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem jakiegoś mężczyzny.
    Uśmiechnęła się i kiwnęła na smoka by otworzył drzwi a ten gdy to zrobił od razu obwąchał i nieufnie krążył pod nogami nieznajomego.
    -Dzień Dobry-powiedziała Fantine

    OdpowiedzUsuń
  170. Liam:

    De Luca wbił spojrzenie w swoje stopy i pokręcił wolno głową. Kosmyki włosów opadły mu na twarz, jednak chłopak nie przejął się tym, że powinien je odgarnąć.
    - Nie, wszystko gra.

    OdpowiedzUsuń
  171. Liam:

    Liam skulił się i przygarbił, cicho pociągając nosem. Uświadomił sobie, że Niall go unika - być może właśnie dlatego, że go nie lubi. W brązowych oczach szatyna pojawiły się łzy, które szybko starł.
    - Nie, nie powiedział tego - wymamrotał cicho.

    OdpowiedzUsuń
  172. -O śpiewam?A tak wybacz ja tak mam jak po prostu no pracuje...-dodała i zarumieniła się delikatnie.
    A smok w cale nie był taki mały był już dorosły i dość zbyt opiekuńczy. I teraz patrzył groźnie na mężczyznę.
    Fantine wytarła ręce w fartuch i podeszła do mężczyzny.
    -Jestem Fantine. -odparła i podała mu swoją małą rączkę - Tak. Celiusz jest smokiem ziemi wybacz... Chyba coś podejrzewa.-zmarszczyła brwi - Ale ty nie masz złych zamiarów prawda?

    OdpowiedzUsuń
  173. Liam:

    Liam otarł łzy palcami, pociągając przy tym nosem.
    - Bo lubię - uniósł wzrok na Zayna i uśmiechnął się do niego smutno. - Ale on chyba nie lubi mnie - stwierdza.

    OdpowiedzUsuń
  174. Zachichotała.
    -Wyrabiam naczynia. Jestem garncarzem a Celiusz mnie pilnuje i to dobrze że nie chcesz zrobić mi krzywdy.-mrugnęła do niego.
    -Ojej naprawdę chcesz mnie poznać?-spytała ze zdziwieniem w sarnich zielonych oczach. - To nawet całkiem miłe... Wiesz nie znam tu wielu ludzi... Wolę chodzić po lasach z moim smokiem niż do tego zatłoczonego miasta. Mam wrażenie że wszyscy się na mnie patrzą...-dodała

    OdpowiedzUsuń
  175. Liam:

    Chłopak pokręcił głową i znowu posłał Zaynowi smutny uśmiech.
    - To dlaczego mnie unika? - zapytał cicho, porządnie ocierając policzki.

    OdpowiedzUsuń
  176. -Huh... Jakieś piętnaście lat? Nie pytaj nie wiem skąd jestem tak naprawdę nie wiem nic. Morgan się mną opiekował ale wzięło mu się i umarło... Był jak ojciec.-dodała niezadowolonego smoka zostawiła w domu.
    -A ty?

    OdpowiedzUsuń
  177. Liam:

    Szatyn pociągnął nosem i wzruszył ramionami, patrząc na niego bezradnie. Nie miał pomysłu co zrobił źle.
    - Nic nie zrobiłem. Byłem dla niego miły.

    OdpowiedzUsuń
  178. Liam:

    Liam rozłożył bezradnie ramiona, a później odsunął się od Zayna.
    - A z resztą nieważne - podszedł do drzwi i otworzył je. - Nie było tematu - szybko wyszedł na zewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
  179. -Ty przynajmniej wiesz z kąt jesteś i znasz swoich rodziców... Znasz swoje korzenie a ja... nie. to trochę przygnębiające -dodała cichutko i odgarnęła warkocz do tyłu.
    -Jest ze mną tylko smok. Od zawsze jest. Celiusz był zawsze ze mną od kąt pamiętam a może był jeszcze dłużej?-zastanawiała się na głos.
    -Tak tutaj ładnie

    OdpowiedzUsuń
  180. Liam:

    Szatyn szybko szedł ulicą nie zwracając uwagi na deszcz - pogoda interesowała go najmniej, ze względu na ponure przemyślenia.

    OdpowiedzUsuń
  181. Niall:
    Niall przechylił głowę chcąc mieć lepszy pogląd na rysunek.
    - Czemu akurat ja i on? - spytał.

    Castiel:
    - Nie. Jak się kogoś kocha, to nigdy nie jest 'za szybko'. Przynajmniej... tak mi się wydaję.

    OdpowiedzUsuń
  182. Spuścił głowę, a jego policzek pokrył różowy rumieniec.
    - Masz rację - powiedział z delikatnym uśmiechem. - Liam jest niesamowity.

    OdpowiedzUsuń
  183. - Nie - przyznał się. - Nigdy nie kochałem kogoś innego niż ojca.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  184. Liam:

    Liam pisnął ze zdziwieniem i zakrył tors koszulką, którą trzymał dłonią. Szczerze powiedziawszy, nie spodziewał się, że Zayn do niego zawita. Spodziewał się każdego - tylko nie jego!
    - Zayn - wymamrotał, kiedy już włożył t-shirt. - Cześć, co cię tutaj sprowadza?

    OdpowiedzUsuń
  185. Liam:

    - Nie przeginasz? - zachichotał cicho szatyn i wciągnął Mulata do środka.
    Szybko przeszedł do niewielkiego salonu i od razu usiadł na kanapie, spojrzeniem nakazując Zaynowi zrobić to samo.
    - No dalej - wyjęczał, kiedy chłopak nie spełnił prośby.

    OdpowiedzUsuń
  186. Liam:

    - Nie podnieć się od tego - wymruczał do ucha Mulata, owiewając jego skórę swoim gorącym oddechem.
    Szatyn przysunął się do Zayna i wsunął dłonie pod jego koszulkę, a później rzucił ją gdzieś w kąt. Czując na sobie spojrzenie chłopaka, wzruszył ramionami.
    - No co? Jak ja miałem zdjąć koszulkę to ty też.

    OdpowiedzUsuń
  187. Liam:

    Liam zamruczał z zadowoleniem i położył dłonie na biodrach Colfera, przyciągając go do siebie. Gdy ich biodra zetknęły się ze sobą, szatyn przesunął ustami po szyi chłopaka, składając na niej drobne pocałunki.

    OdpowiedzUsuń
  188. Niall mruknął cicho i zarumienił, a raczej zburaczył, się jeszcze bardziej.
    - Nie mam pojęcia - powiedział prawie szeptem.

    OdpowiedzUsuń
  189. - Mój ojciec nie żyje. Ale był na prawdę wspaniałym człowiekiem. Zawsze był ze mną i mnie wspierał. Był kochany - spuścił głowę przypominając sobie wszystkie dobre chwile spędzone z ojcem.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  190. Liam:

    Szatyn zajęczał cicho, z niezadowoleniem i położył jedną z dłoni na karku Zayna, a drugą wsunął za materiał spodni. Palcami uścisnął kształtny pośladek chłopaka, a później przyciągnął go do namiętnego pocałunku. Chwilę później przesunął obie ręce i zaczął nimi błądzić po umięśnionych plecach Mulata.

    OdpowiedzUsuń
  191. Cas podniósł głowę i zauważył smutną minę Zayna.
    - Coś się stało? - spytał.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  192. Spojrzał na Zayna z dużymi oczami mówiącymi: 'Ale jak?!'. No bo nie mógł przecież tak po prostu do niego pójść i powiedzieć: 'hej Liam, podobasz mi się, umówisz się ze mną?' Nie potrafił.

    OdpowiedzUsuń
  193. Liam:

    Szatyn zaśmiał się cicho, a po chwili zajęczał z rozkoszy, gdy biodra Zayna zsunęły się nieco niżej, ocierając o jego krocze. Nie wiedząc co mógłby zrobić, zrzucił z siebie chłopaka i wstał z kanapy, patrząc na niego z uśmiechem.
    - Wiem gdzie nam będzie wygodniej - powiedział zachrypniętym głosem i tyłem ruszył w stronę swojej sypialni, jednocześnie odpinając guzik spodni.

    OdpowiedzUsuń
  194. - Przykro mi i rozumiem. Miałem to samo z ojczymem - jego głos stawał się coraz cichszy.
    ~Castiel

    OdpowiedzUsuń
  195. - Ogrody są piękne - powiedział cicho zbaczając z tematu.

    OdpowiedzUsuń